Temat: Śmierć Marszałka - Rozdział 42
Data: 2006-03-06 o godz. 09:54:22
Autor: Bogusław Wołoszańsi


Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Czarny Dzień Churchilla

Churchill wiedział, że nie może pozostawić Roosevelta pod wrażeniem rozmowy z Mołotowem. Wysłał natychmiast do Waszyngtonu lorda Louisa Mountbattena, aby wyjaśnił on brytyjskie stanowisko. Raport, który przekazał brytyjski wysłannik, wskazywał, że prezydent ulega wpływowi Marshalla i ministra wojny Henry’ego Stimsona, przekonanych o konieczności inwazji. By jak najszybciej przeciwstawić się tej koncepcji, Churchill i generał Brooke wyruszyli 17 czerwca do Stanów Zjednoczonych. Brytyjski premier wychodził z założenia, że odrzucając możliwość inwazji na Europę, musi przedstawić prezydentowi alternatywę. Przygotował w związku z tym memorandum: Jesteśmy przekonani, że tego roku nie powinno dojść do dużej akcji inwazyjnej na francuskim wybrzeżu. (...) Ale co innego możemy zrobić? Czy możemy pozwolić sobie na bezczynność na atlantyckim teatrze wojny przez cały 1942 r.? Czy nie powinniśmy przygotować, w ramach struktury “Bolero”, operacji, w wyniku której uzyskalibyśmy przewagę, a także bezpośrednio lub pośrednio p
rzejęlibyśmy ciężar prowadzenia wojny w Rosji? Powinniśmy przestudiować operację (Torch) we Francuskiej Afryce Północno-Zachodniej.
Spotkanie w Białym Domu rozpoczęło się 21 czerwca o 16.30. Za owalnym stołem sali konferencyjnej zasiedli po jednej stronie: prezydent Roosevelt, generał Marshall i Harry Hopkins. Po drugiej stronie zajęli miejsca: Churchill, Brooke i generał John Dill. Gdy ucichły już grzecznościowe formułki, do sali wszedł jeden z sekretarzy. Podał prezydentowi kartkę. Roosevelt przebiegł ją wzrokiem i bez słowa przekazał Churchillowi. Ten długo wpatrywał się w tekst. Widać było, że legła w gruzach misterna konstrukcja negocjacji, które chciał prowadzić. Kartka zawierała kilka słów: “Tobruk został zdobyty”. Było to ważne zwycięstwo wojsk niemiecko-włoskich, tworzące niebezpieczeństwo, że w najbliższym czasie wojska “osi” mogą wedrzeć się do Egiptu. W takiej sytuacji planowanie inwazji na Francuską Afrykę Północno-Zachodnią było nierealne. Ponadto Churchill odczuł boleśnie fakt, że o klęsce swoich wojsk dowiedział się od Amerykanów. Po tej wiadomości niewiele pozostało mu do powiedzenia. Mógł jedynie roztaczać wizję totalne
j klęski i “rzeki krwi”, w jaką zamieni się kanał La Manche. Nie przekonał jednak prezydenta.
Porozumienie w sprawach militarnych, ustalone przez Roosevelta i Churchilla głosiło: Operacje we Francji lub w Belgii i Holandii w 1942 r. mogłyby, gdyby zakończyły się sukcesem, doprowadzić do osiągnięcia ważniejszych celów politycznych i strategicznych niż operacje prowadzone na jakimkolwiek innym teatrze wojny. Plany i przygotowania do takich operacji będą prowadzone z całą możliwą szybkością, energią i pomysłowością. (...) Jeżeli opracowany zostanie mądry plan, nie powinniśmy wahać się, aby go zrealizować. Jeżeli, z drugiej strony, szczegółowe sprawdzenie wykaże, że mimo wszystkich wysiłków sukces jest mało prawdopodobny, musimy być gotowi przyjąć alternatywne rozwiązanie [podkreślenie - B W].
To ostatnie zdanie było niezwykle ważne. Dawało Churchillowi możliwość wycofania się z operacji inwazyjnej, pod warunkiem że udowodniłby, iż “sukces jest mało prawdopodobny”. Od dawna już myślał o wysłaniu na francuski brzeg “próbnego” desantu, choć zdawał sobie sprawę z ryzyka, które mogło wzrosnąć, gdyby Niemcy - poinformowani o możliwości desantu - byli gotowi do jego odparcia.
Przygotowania do operacji “Rutter” trwały. Wystarczyło więc wysłać kilka tysięcy żołnierzy na francuski brzeg (najlepiej, gdyby wśród nich byli Amerykanie - prasa amerykańska ubóstwiała opisy bohaterskich śmierci obywateli tego państwa), a potem zliczyć trupy i rannych. Niechby wtedy Roosevelt odważył się nalegać na posłanie do Francji kilkuset tysięcy żołnierzy!... Nie! To był prostacki plan. Gdyby Churchill zagrał tą kartą, straciłby wszystko. Opozycja oskarżyłaby go o wysłanie na śmierć brytyjskich żołnierzy tylko w celu przekonania Roosevelta o nierealności inwazji; straciłby zaufanie prezydenta USA, co bez wątpienia natychmiast wykorzystałby Stalin; wreszcie mógł stracić chwalebne miejsce w historii.
8 lipca 1942 r. Churchill nakazał przerwanie przygotowań do operacji “Rutter”, a do prezydenta Roosevelta wysłał depeszę: Żaden odpowiedzialny brytyjski dowódca wojsk lądowych, morskich lub powietrznych nie jest przygotowany do rekomendowania operacji “Sledgehammer” jako możliwej do przeprowadzenia w 1942 r. (...) Szefowie sztabów raportują: “Niewielkie są szansę, na wystąpienie warunków, w których “Sledgehammer” mógłby być rozsądnym przedsięwzięciem.
Waszyngton zareagował ostro. Prezydent powiadomił Churchilla, że wysyła do Londynu swoich przedstawicieli: generała Marshalla, Hopkinsa i admirała Ernsta J. Kinga. Informacji o przyjeździe delegacji towarzyszyła depesza, w której prezydent pisał, że obrót wydarzeń nakazuje rządowi Stanów Zjednoczonych zmienić dotychczasową strategię i skoncentrować siły amerykańskie na Pacyfiku, pozostawiając Wielkiej Brytanii tylko niewielką pomoc.
Churchill znalazł się w sytuacji bez wyjścia. W jego ocenie zgoda na szybką inwazję była szaleństwem. Po nieudanej próbie opanowania francuskiego wybrzeża Roosevelt zostałby zapewne zmuszony do rezygnacji z urzędu prezydenta. W Stanach Zjednoczonych zwyciężyliby wówczas zwolennicy zaangażowania wszystkich sił w wojnę z Japonią. Ameryka wycofałaby swoje poparcie dla Wielkiej Brytanii, a bez tego zwycięstwo w Europie było niemożliwe. Efekt byłby ten sam, gdyby Churchill nie zgodził się na dokonanie inwazji - obrażony prezydent groził, że Ameryka zajmie się wtedy wojną na Pacyfiku!
Premier postanowił jakoś wybrnąć z tej sytuacji. Musiał pokazać Amerykanom, co przyniesie próba wdarcia się na francuski brzeg. Delegacja amerykańska miała przybyć 18 lipca. Trzy dni wcześniej Churchill wydał polecenie przeprowadzenia rajdu na wybrzeże francuskie. Operacji nadano kryptonim “Jubilee”. Jej dowódcy - kapitan J. Hughes Hallett (operacje morskie), generał J.H. Roberts (działania lądowe), generał T. Leigh Mallory (działania powietrzne) - byli zgodni co do jednego: oddziały inwazyjne nie mają szans wdarcia się na brzeg, jeżeli nieprzyjaciel zostanie uprzedzony o inwazji. Podstawowym warunkiem powodzenia operacji było więc zachowanie ścisłej tajemnicy.
W tym samym czasie Adolf Hitler podpisał rozkaz: Jako rezultat na szych zwycięstw, osiąganych gładko, Anglia może zostać zmuszona do natychmiastowego przeprowadzenia inwazji w celu stworzenia drugiego frontu lub też ryzykuje utracenie Rosji Sowieckiej jako politycznego i militarnego elementu. Z tego względu jest wysoce prawdopodobne, że wkrótce nastąpią nieprzyjacielskie inwazje w rejonie OB West. (...) Przede wszystkim na brzegu kanału La Manche, w rejonie między Dieppe i Le Havre, w Normandii, gdyż obszary te znajdują się w zasięgu nieprzyjacielskich samolotów myśliwskich oraz ze względu na to, że leżą w zasięgu większości okrętów inwazyjnych.
Skąd fuhrer wiedział, że alianci planują uderzenie w rejonie Dieppe?





Artykuł jest z Twoja-Strona.Net
http://twoja-strona.net/html

Adres tego artykułu to:
http://twoja-strona.net/html/Biblioteka_Art407.html