
Temat: Człowiek ze stali (ocynkowanej)
Data: 2006-02-15 o godz. 21:16:56 Autor: Andrzej W. Krajewski (focus.pl)
Samouk Tadeusz Sendzimir zaczynał od skromnej fabryczki drutu w Chinach.
Żaden inny konstruktor w XX wieku nie wywołał takiej rewolucji w przemyśle stalowym, jak urodzony 15 lipca 1894 r. we Lwowie Tadeusz Sendzimir (jego nazwisko brzmiało Sędzimir, jednak zmienił je po przeniesieniu się na stałe do USA). Dopiero zaprojektowane przez niego walcarki pozwoliły w pełni wykorzystać plastyczność i wytrzymałość metali. Dziś technologie opracowane przez Polaka są podstawą procesu wytwarzania wyrobów stalowych na całym świecie.
Zanim jednak tak się stało, młody lwowianin interesował się wszystkim, tylko nie metalurgią. Jego ojciec Kazimierz, urzędnik państwowy w biurze nadzoru kopalń soli oraz matka Wanda byli bardzo dumni, gdy ich syn jeszcze w gimnazjum potrafił samodzielnie zbudować aparat fotograficzny. Na tym zdolna pociecha nie poprzestała, bo chłopaka szybko zafascynowała chemia, równocześnie zajął się też awiacją. Razem z przyjaciółmi budował kolejne szybowce i usiłował wzbić się w powietrze.
"Rozpędzali z kolegami szybowiec po zboczu góry i wykonywali dłuższe lub krótsze skoki" - wspominał po latach Aleksander Sędzimir, brat stryjeczny Tadeusza. Na koniec młody konstruktor podjął w 1912 r. studia na Wydziale Mechanicznym Politechniki Lwowskiej.
Chińska inspiracja
Pobyt Sendzimira na wyższej uczelni nie trwał długo - w sierpniu 1914 roku wybuchła wojna. Mający 20 lat student idealnie nadawał się do poboru, ale władze monarchii austro-węgierskiej nakazały mu pozostać w domu. Awiacyjne eksperymenty Polaka sprawiły, iż miejscowi urzędnicy postanowili zrobić z niego pilota. Tyle że nie posiadano jeszcze samolotów do jednostki lotniczej, którą zaplanowano utworzyć.
Zanim rozwiązano ten problem, armia rosyjska zajęła Lwów. Nowi okupanci z miejsca zamknęli politechnikę i Sendzimir został bez zajęcia. Żeby zarobić na życie, podjął pracę jako mechanik w rosyjskim warsztacie wojskowym. Pomysł ten mógł się skończyć nie najlepiej. W czerwcu 1915 r. kontrofensywa wojsk austro-węgierskich zbliżała się do Lwowa i obywatelom monarchii, którzy w jakikolwiek sposób zaczęli pracować dla Rosjan, groziło, że zostaną potraktowani jako zdrajcy. Wiedząc o tym Sendzimir skorzystał z faktu, iż jego warsztat ewakuowano do Kijowa i zabrał się wraz z uciekającą armią carską w tym samym kierunku.
Następny rok spędził w największym mieście Ukrainy, ale już nie jako wojskowy mechanik - zatrudnił się na posadzie sekretarza w rosyjsko-amerykańskiej Izbie Handlowej. Dzięki nowemu miejscu pracy nauczył się mówić po angielsku równie płynnie, jak po niemiecku i po rosyjsku. Dobrze zapowiadającą się karierę w biznesie pokrzyżował wybuch rewolucji lutowej, a potem przewrót bolszewicki. W ogarniętej wojną Rosji, gdzie każdy walczył z każdym, Kijów wyszarpywali sobie Ukraińcy, bolszewicy i zwolennicy cara. Nie chcąc uczestniczyć w tej jatce, młody wynalazca postanowił uciec w bardziej spokojne regiony świata.
Od Zachodu odcinała go linia frontu, więc ruszył na Wschód. Po trwającej miesiąc podróży dotarł do Władywostoku - akurat gdy do miasta wkraczały wojska francuskie, angielskie i amerykańskie, żeby przywrócić tam porządek. Pogłębiło to jedynie chaos. Rosyjska flota handlowa dodatkowo rozpoczęła strajk, uciekiniera z Kijowa oswobodził z opresji ostatni statek płynący do portu Tsuruga w Japonii. Wszedł na jego pokład bez namysłu i tak dotarł aż do kraju Kwitnącej Wiśni.
"Wypuścili mnie na ląd, choć nie miałem paszportu. Nie było jednak sensu tutaj [w Tsuruga] dłużej zostawać" - wspominał Sendzimir. "Doradzono mi, bym jechał do Szanghaju. Był to wówczas port międzynarodowy, tam mogłem obyć się bez wizy" - wyjaśniał. Tym sposobem w 1918 r. znalazł się w największym mieście na wybrzeżu Chin. Był bez środków do życia, ale mimo to postanowił założyć własną firmę. Udało mu się dzięki kredytowi udzielonemu przez Bank Rosyjsko-Azjatycki. Jego prezes Władysław Jezierski i pomagający mu Zygmunt Jastrzębski (później minister w II RP) postanowili wesprzeć młodego rodaka i dzięki nim Sendzimir uruchomił w Szanghaju fabrykę drutu, śrub, nakrętek i gwoździ.
Początkowo inwestycja rozwijała się znakomicie, bo zakład nie miał żadnych lokalnych konkurentów. W krótkim czasie zatrudniał ponad 150 robotników i osiągał coraz większe obroty. Życie polskiego emigranta w Szanghaju zaczęło się toczyć ustabilizowanym torem. W 1922 r. Sendzimir poślubił Barbarę Alferieff, poznaną w Chinach Rosjankę. Dwa lata później urodził się jego pierwszy syn Michał. Mając wreszcie zapewniony spokój, wynalazca zajął się pracą twórczą. Klimat Chin, którego wilgotność powodowała, że wszystkie wyroby metalowe szybko rdzewiały, skłonił Sendzimira do szukania sposobu zaradzenia temu zjawisku. Najskuteczniejszą metodą ochrony stali przed korozją, jaką znano, było cynkowanie. Polegało ono na trawieniu powierzchni stalowych przedmiotów kwasem lub zasadą, a potem zanurzaniu ich w roztopionym cynku. Pracujący przy tej czynności robotnicy szybko tracili zdrowie, a proces technologiczny był kosztowny i wymagał wiele czasu. Polak wpadł na pomysł, żeby stalową powierzchnię czyścić i uczynić porowatą w inny sposób. Wykorzystał do tego zjawisko żarzenia się metalu po umieszczeniu go w atmosferze wodorowej. Gwałtownie schłodzona stal zanurzona w roztopionym cynku znakomicie łączyła się z tą osłoną. Ocynkowanie blachy (metodą nazwaną później galwaniczną) było procesem szybkim, tanim i bezpiecznym. Zbicie fortuny dzięki tej technologii w Chinach okazało się jednak niemożliwe.
Gościnnie w ojczyźnie
Po II wojnie światowej, gdy powstała Polska Ludowa, osoba Tadeusza Sendzimira została przez komunistów skazana na zapomnienie. Wiadomości o konstruktorze i jego wynalazkach zniknęły z mediów, książek i nawet nie znalazło się dla nich miejsce w Wielkiej Encyklopedii Powszechnej. Postać emigranta osiągającego sukces i majątek za oceanem - w kraju, który był największym wrogiem Związku Radzieckiego - kłóciła się z obrazem Ameryki kreowanym przez propagandę.
Radykalnie zmieniło się to po dojściu do władzy Edwarda Gierka. Nowy I Sekretarz KC PZPR bardzo chciał poprawy kontaktów z amerykańską Polonią, a do tego jeszcze fascynował go przemysł ciężki. Sendzimir zaś był sztandarowym przykładem, że "Polak potrafi" wnieść coś nowego do metalurgii. W 1973 r. Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie przyznała Sendzimirowi doktorat honoris causa, a Edward Gierek odznaczył go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Zaproszonego milionera z Ameryki podjęto w socjalistycznym kraju gościnnie i z wszelkimi honorami. On sam także nie unikał okazywania gospodarzom uprzejmości.
"Najlepiej pracują moje urządzenia w Polsce. To w dużym stopniu zasługa tych, którzy przy nich pracują. Są młodzi, nie mają uprzedzeń. Polska ma zdolnych metalurgów. I mądrych ludzi, którzy metalurgią kierują" - mówił podczas wizyty. Jednocześnie ogłosił przygotowywanie przez siebie kolejnej konstrukcji. "Jest olbrzymie zapotrzebowanie na blachy zdolne pracować w bardzo niskich temperaturach. Najlepiej nadaje się do tego aluminium walcowane na blachy o szerokości 5 m" - stwierdził. W owym czasie firma United Engineering zbudowała w celu ich wytwarzania 6-piętrową walcownię, na postawienie której zużyto 500 tysięcy ton stali, co kosztowało 25 milionów dolarów.
"Zbuduję taką walcarkę, ale znacznie lżejszą. Będzie tańsza - bo zużyję mniej materiału, a równocześnie 10 razy dokładniejsza" - zapowiedział w Polsce Sendzimir. I słowa dotrzymał - jego nowa walcarka wielowalcowa znakomicie nadawała się do kształtowania blach aluminiowych i krzemowych. Wkrótce stały się one standardowym materiałem na poszycie kadłuba i osłony termiczne w amerykańskich pojazdach kosmicznych.
Był to już ostatni wielki sukces wynalazcy. W 1975 r. przekazał stanowisko prezesa Sencor swemu synowi Michałowi. Sam odszedł z biznesu i poświęcił się pracy twórczej. Między innymi opracował technologię ciągłego odlewania stali z jednoczesnym walcowaniem jej na gorąco.
W końcu zaczął cieszyć się zasłużoną emeryturą w swej letniej rezydencji w mieście Jupiter na Florydzie. Zmarł tam 1 września 1989 r. Rodzina pochowała go na cmentarzu w Bethlehem pod Waterburgiem w trumnie z ocynkowanej stali, sporządzonej ściśle według jego technologii.
|
|