Temat: Śmierć Marszałka - Rozdział 22
Data: 2005-09-23 o godz. 21:52:44
Autor: Bogusław Wołoszańsi


Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Włoskie Preludium

Attache wojskowy ambasady USA w Rzymie, pułkownik Norman E. Fiske, czuł się fatalnie tego dnia. Silne skurcze żołądka były tak męczące, że nie mógł skupić się na czytaniu depesz nadesłanych rano z Waszyngtonu. Zastanawiał się, co mogło być przyczyną takiego samopoczucia. Poprzedni wieczór spędził z żoną i kilkorgiem przyjaciół w małej knajpce na Via Appia. Bywali tam wielokrotnie i do tej pory nie zdarzyło się żadne zatrucie. Teraz nie mógł sobie przypomnieć, co jadł i pił, gdyż próba odtworzenia menu wywoływała gwałtowny napływ śliny do ust i kolejny skurcz żołądka.
- Powinien pan pójść do lekarza, sir - Loris Gherardi był bardo zmartwiony stanem zdrowia pułkownika - ale doktor Barnes jeszcze nie przyszedł.
- Dziękuję ci, Loris, chyba poradzę sobie bez lekarza - westchnął ciężko Fiske, ale nuta współczucia, którą usłyszał w głosie posłańca, bardzo mu się spodobała. “To porządny chłop” - pomyślał, patrząc, jak Loris sadowi się na krześle przy drzwiach w oczekiwaniu na depesze, które miał zanieść do konsulatu.
Pracował jako posłaniec w ambasadzie amerykańskiej od 1920 r. i zdobył całkowite zaufanie pracowników. Kiedy przyjeżdżali do Rzymu, aby objąć nowe stanowisko, Loris Gherardi już tam był. Cichy, spokojny, skory do usług i pomocy, szybko zyskiwał sympatię nowych pracowników. Co najważniejsze, nie wzbudzał żadnych podejrzeń o współpracę z wywiadem włoskim SIM. Szef ochrony ambasady był starym fachowcem z FBI i żaden szpieg nie uchowałby się w jego “rejonie łowieckim” - jak sam mówił o swoich umiejętnościach.
Nowy atak bólu kazał pułkownikowi udać się do toalety. Jeszcze od drzwi rzucił okiem na biurko, aby sprawdzić, czy nie zostawił na wierzchu niczego ważnego. Leżała tam tylko gazeta i parę czystych kartek, których nie miał siły zapisać. Loris odczekał, aż pośpieszne kroki pułkownika ucichły na korytarzu, podszedł do drzwi wejściowych i zamknął je na klucz. Dorobił go dawno. Szkolenie w SIM zaczynano od kursu ślusarskiego. Po jego ukończeniu każdy włoski agent potrafił z łatwością otwierać zamki i dorabiać klucze. Skierował się w stronę ciężkiej, rzeźbionej szafy w rogu pokoju. Otworzył ją i po chwili, przypominając sobie kolejne cyfry, zaczął obracać pokrętła sejfu.
Loris Gherardi pracował dla SIM od 1935 r. Przez wiele lat nie zlecano mu żadnych zadań. Pozostawał “uśpiony” aż do 1940 r., gdy na skwerze w pobliżu swojego domu zaczął spotykać się z człowiekiem, któremu dokładnie relacjonował, co się dzieje w ambasadzie. Podczas ostatniego spotkania “opiekun” z SIM przekazał mu numer sejfu pułkownika Fiske, aparat fotograficzny i polecił, by w poniedziałek 15 września w godzinach porannych wydobył z sejfu książkę w czarnych okładkach i sfotografował ją. Za wykonanie zadania obiecał dużą sumę.
Drzwi sejfu ustąpiły i Gherardi zobaczył na półce książkę w czarnych okładkach. Rozłożył ją na stole pod lampą. Zerknął na zegarek - pułkownika nie było od dwóch minut; mógł więc spokojnie działać przez trzy, cztery minuty. Włączył lampę i zaczaj fotografować kolejne stronice. Gdy skończył pracę, schował książkę do sejfu i usiadł w fotelu. Po chwili zastanowienia doszedł do wniosku, że naturalniej będzie, jeżeli pułkownik nie zastanie go w gabinecie.
Gdy Fiske wrócił po kilkunastu minutach, czuł się znacznie lepiej i mógł wreszcie zabrać się do redagowania depeszy. Tego samego dnia wieczorem Loris przekazał łącznikowi na skwerze aparat fotograficzny. Włoski wywiad poznał tajemnicę “Czarnego kodu”, którym od kilku miesięcy posługiwali się attache wojskowi w ambasadach m.in. w Rzymie, Moskwie i Kairze. Kilka dni później Włosi zaczęli rozszyfrowywać amerykańskie depesze. Minister spraw zagranicznych, Ciano, zanotował w swoim pamiętniku pod datą 30 września: Wywiad wojskowy wszedł w posiadanie amerykańskiego tajnego szyfru, wszystko, co Phillips [ambasador amerykański William - BW] telegrafuje do USA, jest odczytywane przez naszych kryptologów. Zapewne w tym samym czasie SIM przekazał szyfr Abwehrze i wkrótce generał Erwin Rommel mógł otrzymywać najnowsze informacje o ruchach wojsk alianckich w Afryce Północnej, gdyż wywiad niemiecki odszyfrował depesze wysyłane z ambasady amerykańskiej w Kairze przez bardzo skrupulatnego oficera.
Był to pułkownik Bonner Frank Fellers. W okresie międzywojennym pracował w wielu urzędach wojskowych, a nawet przez dwa lata był na Filipinach asystentem generała Douglasa MacArthura. W październiku 1940 r. przybył do Kairu. Bardzo poważnie podszedł do swoich nowych zadań. Pracę rozpoczął od wizytacji brytyjskich jednostek i dokładnego zapoznania się z warunkami życia i walki na pustyni. Był przekonany, że jego obserwacje i opinie zostaną wzięte pod uwagę podczas szkolenia i wyposażania wojsk amerykańskich, gdyby przyszło im walczyć w warunkach pustynnych. Toczył długie rozmowy z brytyjskimi dowódcami, analizując problemy morale żołnierzy, płynności dostaw, skuteczności broni pancernej i przeciwpancernej oraz setki innych spraw. Brytyjczycy nie lubili go, gdyż zbyt często dawał im odczuć, że uważa ich za miernych żołnierzy i jeszcze gorszych dowódców, ale musieli być uprzejmi wiedząc, że od raportów Fellersa może zależeć wielkość dostaw amerykańskiego uzbrojenia. Cierpliwie odpowiadali więc na wszystkie pyta
nia.
Każdego wieczoru pracowity pułkownik przygotowywał obszerny raport, stanowiący esencję rozmów z dowódcami brytyjskimi oraz zawierający własne obserwacje. Następnego dnia raport - zaszyfrowany za pomocą “Czarnego kodu” - wysłano z kairskiej poczty do MILID WASH (Military Inteligence Division, Washington - Oddział Wywiadu Wojskowego, Waszyngton). Kilka godzin później Rommel odczytywał tekst raportu przechwyconego przez niemiecką stację nasłuchową.
23 stycznia 1942 r. dowiedział się więc o odesłaniu z Afryki Północnej na Daleki Wschód dwustu siedemdziesięciu samolotów brytyjskich.
25 stycznia poznał opinię pułkownika Fellersa na temat wartości bojowej brytyjskich czołgów i samolotów oraz wykaz najczęściej występujących w nich wad i przyczyn awarii.
29 stycznia otrzymał dokładny spis brytyjskich jednostek pancernych: liczbę czołgów, pojazdów zdolnych do walki i remontowanych, ich miejsca postoju, ocenę wartości bojowej.
l lutego pułkownik Fellers przesłał ocenę wartości bojowej różnych jednostek brytyjskich wraz z informacją, że amerykańskie czołgi M-3 nie będą użyte wcześniej niż w połowie lutego.
6 lutego donosił o stanie hinduskiej 4. dywizji i 1. dywizji pancernej oraz o planach budowy linii obronnych w rejonie Acroma-Bir Hacheim.
Były to informacje bezcenne dla Rommla. Ostrzegały o zamiarach Brytyjczyków, ujawniały ich miejsca najsilniejsze i najsłabsze. Informowały o skutkach działania wojsk niemiecko-włoskich, o stanie wiedzy dowódców brytyjskich i ich planach.
17 stycznia 1942 r. wojska niemiecko-włoskie uderzyły i w ciągu siedemnastu dni odrzuciły Brytyjczyków o czterysta pięćdziesiąt kilometrów na wschód. W maju Rommel podjął następną ofensywę; jego czołgi miały wjechać do Egiptu, a potem przebić się przez Palestynę i połączyć się w Iraku z wojskami niemieckimi, przedzierającymi się przez Związek Radziecki. Depesze pułkownika Fellersa informowały, że Brytyjczycy mają zamiar stworzyć główną linię obrony w rejonie miasta Marsa Matruh, a następnie powiadomiły, że dowództwo brytyjskie zarzuciło ten plan.
Wojska niemiecko-włoskie jak pustynna burza parły do przodu. Brytyjczykom wywietrzały z głowy wspomnienia o dawnych zwycięstwach, a generał Auchinleck uznał, że musi podnieść poziom morale swoich wojsk odczuwających coraz większy respekt przed niemieckim generałem i jego pancernymi dywizjami. W czerwcu Auchinleck skierował do dowódców podległych sobie jednostek rozkaz: Pojawia się autentyczne niebezpieczeństwo, że nasz przyjaciel Rommel staje się rodzajem magika lub straszydła dla naszych żołnierzy, którzy mówią o nim stanowczo za dużo. W żadnym razie nie jest on supermanem, aczkolwiek jest bardzo energiczny i zdolny. Nawet gdyby był supermanem - byłoby bardzo niekorzystne, gdyby nasi żołnierze przyznawali mu nadnaturalną siłę. Oczekuję od was, abyście rozpraszali z pomocą wszelkich dostępnych środków wiarę, że Rommel jest kimś więcej niż zwykłym niemieckim generałem. Ważną rzeczą jest, abyśmy nie mówili o Rommlu zawsze, gdy wspominamy o naszych wrogach w Libii. Musimy używać określeń “Niemcy”, “wojska osi”,
a nie “Rommel”. Proszę zapewnić natychmiastowe wykonanie tego rozkazu i uzmysłowić dowódcom, że z psychologicznego punktu widzenia jest to sprawa najwyższej wagi.
Głównodowodzący wojskami brytyjskimi doskonale wyczuwał nastroje wśród żołnierzy. W brytyjskich szeregach rosła legenda “Lisa pustyni”, którego czołgi pojawiały się nagle, precyzyjnie realizowały plan, a gdy wycofywały się, po bokach ich drogi stały straszliwe działa kał. 88 mm. Niskie, świetnie zamaskowane za piaszczystymi pagórkami lub w kępach suchych krzaków, były niezwykle trudne do zniszczenia, a ich pociski, wystrzelone z odległości dwóch kilometrów, przechodziły przez pancerze brytyjskich i amerykańskich czołgów jak przez papier. Nagły odwrót niemieckich czołgów rodził u brytyjskich pancerniaków obawę, że jest to zasadzka, świadomy manewr, który ma wciągnąć brytyjskie czołgi pod lufy osiemdziesiątekósemek.
Rommel wygrywał, chociaż jego siły były słabsze niż brytyjskie. Gdy w listopadzie 1941 r. Brytyjczycy przystąpili do operacji “Crusader”, mieli dziewięćset dwadzieścia cztery czołgi (w tym 713 ubrojonych w armaty) i działa samobieżne. Niemcy i Włosi dysponowali pięćset pięćdziesięcioma czołgami, a w tej liczbie tylko sto trzydziestoma dziewięcioma groźnymi PzKpfw III i trzydziestoma pięcioma jeszcze groźniejszymi PzKpfw IV. Były one znacznie lepsze niż brytyjskie Crusader I i amerykańskie Granty, ale znacznie mniej liczne. Stałym problemem Rommla był brak paliwa, części zamiennych, amunicji. Hitler, zajęty wojną w Związku Radzieckim, nie dbał o należyte wyposażenie wojsk w Afryce Północnej. Co gorsza, statki, które wyruszały z zaopatrzeniem z portów włoskich, były dziesiątkowane na Morzu Śródziemnym przez brytyjskie okręty i samoloty bazujące na Malcie. Ta wyspa mogła wywrzeć ogromny wpływ na przebieg walk w Afryce Północnej. Brytyjczycy znali jej strategiczną wartość. W październiku przystąpili do rozbudowy
sił na Malcie. Na wyspę miało dotrzeć równocześnie kilka konwojów. Już sam fakt wyjścia na Morze Śródziemne dwóch konwojów - ze wschodu i zachodu - zmuszał Włochów i Niemców do rozproszenia sił, co zwiększało szansę dotarcia do portu La Valetta jak największej liczby alianckich statków z zaopatrzeniem. Ponadto na bazę włoskich okrętów w Tarencie miały spaść brytyjskie bomby, a oddziały komandosów szykowały się do ataku na dziewięć lotnisk, aby uniemożliwić wrogowi wysłanie samolotów.
Pułkownik Fellers został lojalnie poinformowany o wielkim planie, w którego wyniku Malta miała uzyskać dostawy broni do skuteczniejszej walki z włoskimi statkami. 11 czerwca, gdy z Aleksandrii wyszedł konwój kierujący się w stronę Malty, Fellers wysłał do Waszyngtonu depeszę nr 11 119:
W nocy z 12 na 13 czerwca brytyjskie jednostki sabotażowe równocześnie zaatakują samoloty na dziewięciu lotniskach “osi”. Planuje się użycie oddziałów spadochronowych i zmotoryzowanych patroli dalekiego zasięgu.
Ta metoda ataku daje możliwość dokonania sporych zniszczeń przy niewielkim ryzyku w zestawieniu z ewentualnymi korzyściami. RAF jest przygotowany do wsparcia akcji jednostek lądowych.
Dzisiaj Brytyjczycy przerzucają dużą liczbę żołnierzy z Syrii do Libii.
12 czerwca o 8.00 niemiecka stacja nasłuchowa w Lauf zarejestrowała tę depeszę i natychmiast przesłała ją do wydziału dekryptażu. O 10.00 depesza została rozszyfrowana. O 11.30, ponownie zaszyfrowana przy użyciu szyfru niemieckiego, została wysłana do kwatery głównej generała Rommla, który miał wystarczająco dużo czasu na ostrzeżenie zagrożonych lotnisk.
Gdy brytyjscy spadochroniarze wylądowali w nocy na pasach startowych lotnisk w Afryce Północnej, powitał ich silny ogień. W Martubie i El Fetejak nie udało im się zbliżyć do samolotów. Na lotniskach K2 i K3 lekko uszkodzili osiem maszyn. Jedynie w Beninie (w Afryce Północnej) oraz Heraklionie i Castelli na Krecie zniszczyli osiemnaście samolotów i spalili dwa hangary, gdyż dowódcy tych baz nie otrzymali ostrzeżeń lub zignorowali je.
Jednakże źródło bezcennych informacji generała Rommla wyschło równie szybko, jak się pojawiło. Niemcy i Włosi nie byli jedynymi, którzy odczytywali depesze Fellersa. Robili to również Brytyjczycy, którzy złamali lub wykradli Amerykanom “Czarny kod”. Bardzo nie podobały im się szczegółowe raporty Fellersa, w których w dodatku niepochlebnie wyrażał się o odwadze brytyjskich żołnierzy i umiejętnościach ich dowódców. W końcu czerwca zawiadomili Waszyngton, że Niemcy uzyskują cenne informacje prawdopodobnie z biura pułkownika Fellersa. Oczywiście wiedzieli, że to nieprawda, ale miała to być zemsta za antypatię Fellersa wobec nich. Wkrótce do attaszatu przyjechało dwóch specjalistów z Waszyngtonu. Dokładne śledztwo nie wykazało żadnych uchybień, ale na wszelki wypadek odwołano pułkownika Fellersa do Waszyngtonu, a nowy attache używał do przekazywania najważniejszych wiadomości szyfru M-138. “Czarny kod” pozostał w użyciu, ale utajniano nim jedynie te wiadomości, które Niemcy powinni byli poznać.





Artykuł jest z Twoja-Strona.Net
http://twoja-strona.net/html

Adres tego artykułu to:
http://twoja-strona.net/html/Biblioteka_Art322.html