Temat: Wells i Welles
Data: 2005-06-23 o godz. 16:23:33
Autor: Ewa Rąbek (Focus.pl)


Jeden pisał książki, drugi kręcił filmy, a karierę zapewnili im... Marsjanie
Trudno wyobrazić sobie kinematografię bez Alfreda Hitchcocka, tak jak kryminały bez Agaty Christie. Mówiąc o literaturze fantastycznej, nie sposób nie pamiętać o Herbercie Georgu Wellsie.
Przez prawie pół wieku, poczynając od lat 90. XIX wieku, pisał powieści fantastyczne. Zgłębiał także wiedzę z nauk ścisłych. Nie wykluczały one możliwości odkrycia na Marsie form życia. Żadnych takich form na Czerwonej Planecie jednak nie odnaleziono, pomysł dał się więc wykorzystać jedynie w jego powieściach fantastycznych.

Z dzisiejszej perspektywy część jego przewidywań okazała się trafna - pisał o broni gazowej i laserowej, bombardowaniach z powietrza czy robotach, które pojawią się w codziennym ludzkim życiu. Wymyślił motyw wehikułu czasu i straszną historię o obłąkanym Dr. Moreau, który na tajemniczej wyspie przeprowadza eksperymenty genetyczne, chcąc stworzyć rasę nadludzi.
Pośrednio za jego sprawą w 1938 roku w kilku miastach USA wybuchła gigantyczna panika. Ludzie zaczęli masowo zaopatrywać się w towary pierwszej potrzeby, barykadowali się w domach, z trwogą wysłuchiwali najnowszych komunikatów radiowych. Z odbiorników płynęły przerażające informacje relacjonujące lądowanie na Ziemi Marsjan, donoszono o bezskutecznych próbach stawienia im oporu przez wojsko i lotnictwo.
Marsjanie oczywiście nie wylądowali, za to cały świat poznał Wellesa - autora, który adaptował "Wojnę światów" H. G. Wellsa i stworzył z niej słuchowisko naśladujące radiową relację z autentycznych wydarzeń. Po audycji, która w zamierzeniu miała być żartem z okazji Halloween, musiał tylnym wejściem opuścić studio, ale drzwi do fabryki snów - Hollywood - stanęły przed nim otworem.
Sukces "Wojny światów" zapewnił mu kontrakt na 150 tys. dolarów za napisanie scenariusza, wyreżyserowanie filmu o dowolnym temacie i zagranie w nim. To wzbudziło niechęć tamtejszych profesjonalistów, którzy zażądali nawet, by opuścił miasto. W 1941 roku powstał kultowy dziś "Obywatel Kane", który przyniósł Wellesowi Oscara za scenariusz i zapewnił silną pozycję w Hollywood.
Welles jako pierwszy odrzucił w filmie dźwiękowym resztki napisów - pozostałość po filmie niemym, stosowane jako rodzaj odautorskiego komentarza tłumaczącego "niewprawnym" jeszcze widzom nowe sceny, nieznane postacie czy zawikłane wydarzenia. Zamiast tego zastosował podpatrzoną w filmie dokumentalnym technikę spikerską, tzn. komentarz mówiony zza ekranu. Ten nowatorski wówczas pomysł stosunkowo szybko się upowszechnił, choć dziś wydaje się oczywisty i banalny.
Zmodyfikował też dialogi. Dotychczasowe wydawały mu się sztuczne i teatralne. Jedna osoba do końca wypowiadała swą kwestię, aby następnie oddać głos swojemu rozmówcy, którego wypowiedź była podobnie "poprawna", a pod względem stylistycznym nieskazitelna. Wells zdawał sobie sprawę, że nikt w rzeczywistości tak nie rozmawia, zamiast tego rozmówcy, gdy tylko zrozumieją intencje - przerywają sobie, nie kończą wypowiedzi, nie zawsze wyrażają się poprawnie itp. W rezultacie powstaje zgiełk, który jest zrozumiały dla słuchacza. Dopiero film dał Wellesowi możliwość wprowadzenia takiego "naturalnego" dialogu, w radiu było to niemożliwe, chociażby ze względu na fakt, że słuchacz nie widzi mówiących.
Nowatorskie pomysły Wellesa w dużej części były przez hollywoodzkie środowisko filmowe uznawane za ekstrawagancję i przejaw dziwactwa. Niektóre takie były. Np. filmując "Makbeta" dla większej autentyczności i zgodności z szekspirowskim dramatem, którego akcja rozgrywa się w średniowiecznej Szkocji, polecił przełożyć go na ówczesny dialekt szkocki. W rezultacie film stał się niezrozumiały nie tylko dla Amerykanów i Anglików, ale nawet dla współczesnych Wellesowi Szkotów.
"Wojna światów" spowodowała, że nazwiska Wells i Welles stopiły się w jedno, a ich właściciele, uważani za tę samą osobę, w najlepszym wypadku są po prostu myleni. Na pewno powieści Wellsa nie zyskałyby takiego rozgłosu bez słuchowiska radiowego, które stało się sławne na całym świecie, ale też twórczość pisarza, który tak barwnie opisał agresję Marsjan na Ziemię, pomogła młodemu reżyserowi zaistnieć w Hollywood i w światowej historii kina.
Teraz możemy zobaczyć kolejną ekranizację "Wojny światów", tym razem w reżyserii Stevena Spielberga, wielkiego reżysera, który przedstawi swoją wizję ataku obcej cywilizacji na naszą planetę.





Artykuł jest z Twoja-Strona.Net
http://twoja-strona.net/html

Adres tego artykułu to:
http://twoja-strona.net/html/Biblioteka_Art179.html