Temat: Wielka zmyłka
Data: 2005-06-10 o godz. 19:56:59
Autor: Kazimierz Pytko (Focus.pl)


Czy można ukryć 20 tysięcy czołgów i 6 tysięcy okrętów przygotowanych do największego w historii świata desantu? Okazało się, że można
15 stycznia 1944 roku. W środku nocy na bocznicę kolejową jednej z londyńskich stacji wjeżdża pociąg wojskowy. Zatrzymuje się na chwilę i szybko znika w ciemnościach. Do mężczyzny, który z niego wysiadł, podchodzi kilku oficerów. Oddają honory, zapraszają do samochodu. Kierowca uruchamia silnik, wóz rusza w stronę miasta.

16 stycznia, godzina 6.00 Radiotelegrafista w placówce Abwehry w Hamburgu odbiera depeszę z Anglii. Agent "Tate" informuje, że krótko przed północą do Londynu przybył gen. Dwight Eisenhower, głównodowodzący wojsk alianckich. Wiadomość jest tak ważna, że zostaje natychmiast przekazana do sztabu Hitlera. Dzięki swoim szpiegom führer wie więcej niż większość członków brytyjskiego rządu, którzy dopiero za kilka dni zostaną powiadomieni o przyjeździe Eisenhowera. Zwołuje naradę sztabowców i - po raz kolejny utwierdzony w swym poczuciu genialności - peroruje: "Jest tak, jak mówiłem. Inwazja na zachodzie musi nadejść i właśnie dostaliśmy potwierdzenie, że nadejdzie z Anglii". Hitler rozumował logicznie - skoro naczelny wódz aliantów przybył potajemnie do Wielkiej Brytanii, chodzi o coś bardzo ważnego. A co mogło mieć większe znaczenie od utworzenia w Europie drugiego frontu?
- Wiemy, skąd uderzą, lecz wciąż nie wiemy, kiedy i gdzie - kontynuował. - Musimy to wiedzieć! Od tego zależy wynik wojny i los Rzeszy. Führer nie wiedział jednak, że informację, która tak go ożywiła, podesłali mu sami Anglicy. Po złamaniu szyfru "Enigmy" aliancki kontrwywiad przechwytywał wszystkich niemieckich szpiegów wysyłanych na Wyspy. Część likwidował, ale nad większością przejmował kontrolę i wykorzystywał do swych celów. Wiadomość o przybyciu Eisenhowera prędzej czy później musiała zostać ujawniona. Wykorzystano ją więc do uwiarygodnienia agenta "Tate", który popisał się przed Hitlerem niezwykłym refleksem i użytecznością. Dokładnie o to chodziło. Zaczynała się bowiem gra o najwyższą stawkę.

Wszystkie chwyty dozwolone
Druga połowa stycznia Do brytyjskich portów zawijają setki okrętów przywożących zza Atlantyku dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy i olbrzymie ilości sprzętu wojskowego.
Premiera Churchilla dręczą nocne koszmary. Wie, że Niemcy skoncentrowali na froncie wschodnim 122 dywizje, ale niemal drugie tyle mają rozproszone w południowej i zachodniej Europie, od Bałkanów przez Włochy i Rzeszę po Francję. Strach pomyśleć, co się stanie, jeśli poznają miejsce inwazji i przerzucą te potężne siły do Normandii.
17-19 stycznia Eisenhower konferuje z dowódcami brytyjskimi i amerykańskimi. Najważniejsza narada (tak utajniona, że pierwsze związane z nią dokumenty ujawniono dopiero w latach siedemdziesiątych XX wieku) odbyła się w gmachu Norfolk House.
Naradzie przewodniczył pułkownik John Bevan, szef Londyńskiej Stacji Kontroli (LCS). Pod tą niewinną nazwą kryła się potężna organizacja, która miała dezinformować i oszukiwać Niemców. Bevan już od roku opracowywał plany operacji osłaniającej przygotowania do desantu w Normandii. Nadał jej adekwatny do celu kryptonim "Bodyguard" (Ochroniarz). Teraz prezentował główne założenia naczelnemu dowódcy.
Niemcom należy przekazywać kłamstwa. Gigantyczne kłamstwa, tak spreparowane, by w nie wierzyli. Trzeba stwarzać wrażenie, że ich agenci zdobywają informacje z największym trudem. Będziemy pozorowali przygotowania do ataku na Norwegię, Bałkany, Włochy, południową i zachodnią Francję. Użyjemy wszelkich środków, wykorzystamy wywiad, ruch oporu w okupowanej Europie, placówki dyplomatyczne. Cel jest jeden - zmusić Hitlera do rozproszenia sił i utrzymywania ich z dala od miejsca desantu.
Bevan podał kilka konkretnych przykładów, ale wiedząc, że Eisenhower nie lubi gadulstwa, nie wdawał się w szczegóły. Musiałby bowiem omówić ponad sto mniejszych przedsięwzięć tworzących wspólnie operację "Bodyguard". Nigdy dotąd nie zaplanowano mistyfikacji na tak wielką skalę. "Wszystko mi się podoba" - podsumował Eisenhower.
29 stycznia John Bevan i jego amerykański zastępca płk William Baumer wchodzą na pokład bombowca dalekiego zasięgu Liberator. Czeka ich długi i niebezpieczny lot, nie mieli nań ochoty, ale po konsultacjach z Eisenhowerem i Churchillem uznali, że szanse powodzenia "Bodyguarda" wzrosną, jeśli do operacji zostaną włączeni Rosjanie. Chcąc nie chcąc, muszą więc przelecieć nad Morzem Północnym i kontrolowaną przez Niemców Skandynawią. Startują wieczorem, ciemność i monotonny szum silników działają usypiająco. Lecą na tak dużej wysokości, że co pewien czas muszą korzystać z masek tlenowych. Bevan zasypia, gdy nagle dostaje napadu drgawek, sinieje, miota się po podłodze. Adiutanci rzucają się na ratunek, Baumer z przerażeniem myśli, co się stanie, jeśli jedyny człowiek, który zna wszystkie szczegóły "Bodyguarda", zmieni się z powodu niedotlenienia mózgu w roślinę.
Na szczęście pułkownik odzyskuje przytomność. Po wylądowaniu w Moskwie idzie niepewnym krokiem, zatacza się, z trudem powstrzymuje wymioty. Rosjanie uśmiechają się ze zrozumieniem, zapraszają do lotniskowej kantyny "na klina". Bevan ostatkiem sił wznosi powitalny toast, po czym prosi o czas na odpoczynek.
7 lutego Generał Fiodor Kuzniecow z radzieckiego wywiadu wojskowego zaprasza aliantów na spotkanie. Siadają w dużym, przyciemnionym pokoju. Rozmowa się nie klei, obie strony nie kryją wzajemnej nieufności. Anglicy i Amerykanie przekazują tylko to, co uznają za konieczne. Rosjanie wyczuwają, że nie mówią im wszystkiego. Obawiają się, że mocarstwa zachodnie albo grają na zwłokę, albo chcą ukryć przygotowania do inwazji na Bałkany, które Stalin "zarezerwował" dla siebie. "Uderzymy we Francji, w pierwszym tygodniu czerwca, to nieodwołalna decyzja" - Bevan wykłada w końcu karty na stół. Tłumaczy, jak ryzykowny jest desant przez Kanał i jak ważne jest zatrzymanie niemieckich dywizji w miejscach ich dotychczasowego pobytu. "Nie będziemy lądowali ani w Rumunii, ani w Bułgarii, ani w Norwegii. Ale Niemcy mają myśleć, że to zrobimy, że skoordynujemy naszą akcję z działaniami Armii Czerwonej".

Gdzie jest Patton?
18 marca, Berchtesgaden Na odprawie z wyższym dowództwem Wehrmachtu Hitler ostrzega, by nie popełnić błędu w ocenie zamiarów przeciwnika. "Koncentracja okrętów, a nawet desant mogą być próbą odciągnięcia uwagi od głównego uderzenia. Nadal nie mamy pewności, czy nastąpi to w Norwegii czy we Francji. Dopóki jej nie uzyskamy, wszystkie oddziały mają pozostać na swoich miejscach" - rozkazuje.
Naczelny dowódca frontu zachodniego feldmarszałek Gerd von Rundstedt przytakuje. Sugeruje jednak, by wzmocnić obronę większych miast na francuskim brzegu Kanału La Manche. Jest przekonany, że alianci w pierwszej kolejności będą chcieli zająć któryś z portów, by zdobyć przystań do bezpiecznego rozładunku statków ze sprzętem wojskowym, zapasami amunicji, prowiantem. Hitler wyraża zgodę. Niemcy nie zdają sobie sprawy, że Amerykanie skonstruowali przenośne falochrony i pirsy, które po przeprawieniu przez Kanał z powodzeniem zastąpią urządzenia portowe. Nie muszą więc szturmować miast. Niemiecka niewiedza to kolejny atut dla "Bodyguarda". Gdy potężniejąca z każdym dniem armia inwazyjna będzię się stawać coraz trudniejsza do ukrycia, alianci zaczną przekonywać wroga, że uderzą w okolicach wielkich portów Bretanii lub najkrótszą drogą przez Cieśninę Kaletańską na Calais.
19 marca Realizując strategię równego zabezpieczania wszystkich miejsc możliwej inwazji, Hitler wydaje rozkaz wkroczenia na Węgry. Na Bałkany ściąga z Francji trzy dywizje i korpus pancerny SS. Pułkownik Bevan może sobie gratulować kolejnego, po mistyfikacji w Norwegii, sukcesu.
20 marca Do Berlina dociera długo oczekiwana wiadomość. Agent "Rufus" odnalazł generała George'a Pattona. Po błyskotliwych zwycięstwach w Afryce Północnej i na Sycylii ten wybitny dowódca zniknął. Niemcy oczywiście wiedzieli o głośnym incydencie, gdy wizytujący wojskowy szpital generał oskarżył o tchórzostwo i spoliczkował znerwicowanego żołnierza. Nie wierzyli jednak, by z powodu tak błahego wydarzenia Amerykanie pozbyli się jednego ze swych najlepszych oficerów. Przez pół roku usiłowali się dowiedzieć, co naprawdę robi i gdzie przebywa Patton. Wreszcie osiągnęli cel - "Rufus" donosił, że generał przebywa w Anglii i obejmuje dowództwo nowego, potężnego zgrupowania. Personalia agenta, który "przeniknął" supertajemnicę, zostały ujawnione wiele lat po wojnie. To Juan Pujol Garcia, hiszpański biznesmen, który - tak jak inni szpiedzy Hitlera - został przechwycony przez brytyjski kontrwywiad i zgodził się na współpracę z aliantami. Dla Anglików pracował jako "Garbo". Niemcy cenili go niezwykle wysoko, zwłaszcza że - jak ich zapewniał - stworzył siatkę szpiegowską działającą na terenie całego imperium brytyjskiego, od Londynu po Indie i Cejlon. Teraz, na dwa i pół miesiąca przed inwazją, włączył się do operacji "Bodyguard". Jego nieistniejąca siatka zaczęła zasypywać Abwehrę informacjami o nieistniejącej armii Pattona.

Nie wierzyli, aż zobaczyli
Ostatni tydzień maja Nieistniejące armie Pattona i MacLeoda stopniowo wygaszają aktywność radiową. To znak dla Niemców, że ogłoszono w nich gotowość bojową. 31 maja w eterze zapada kompletna cisza. Coraz głośniej jest za to na frontach wojny partyzanckiej, w Jugosławii, Francji, Norwegii. Ambasadorowie USA i Wielkiej Brytanii w Madrycie zwracają się z poufną prośbą do władz hiszpańskich o ewentualne udostępnienie szpitali w Barcelonie dla dużej liczby rannych. Natychmiast dowiaduje się o tym Abwehra. Dla Niemców jest już oczywiste, że nieuchronnie zbliża się dzień wielkiej inwazji. Ale czy stanie się to na południu Francji? Skąd ta Barcelona?
31 maja Agenci "Rufus", "Mutt", "Tate" i inni informują swoją centralę, że z ulic nadmorskich miast Szkocji a także południowo-wschodniej Anglii zniknęli wszyscy żołnierze. Powód może być tylko jeden - zostali zamknięci w obozach i czekają na sygnał do akcji.
1-4 czerwca Hitler miota się w Berchtesgaden. Wie, że jest przez aliantów zwodzony, ale nie może nic zrobić. "Gdzie i kiedy!" Gdzie i kiedy!?? - wykrzykuje podczas narad ze sztabowcami. I odpowiada sam sobie: "Nikt tego nie wie. A zatem czekać". Nie pozwala generałom na jakiekolwiek przemieszczenia wojsk. Robi więc dokładnie to, czego chcieli alianci.
4 czerwca Alianci zdobywają Rzym. Niemcy odpowiadają podwyższeniem gotowości bojowej oddziałów stacjonujących w południowej Francji.
5 czerwca Hitler nie zmienia niczego w swoim kalendarzu. Tak jak zaplanował, uczestniczy w naradach poświęconych niedoborom surowców i skutkom alianckich nalotów, po południu poddaje się badaniu lekarskiemu, późnym wieczorem kładzie się spać.

6 czerwca
Godzina 0.11 W okolicach Cherbourga ląduje pierwsza grupa "spadochroniarzy" przygotowanych w ramach operacji "Titanic". Manekiny wybuchają, komandosi uruchamiają symulatory walki. Kilka minut później ponad 2000 kukieł opada w rejonie Calais.
Godzina 1.00 Do sztabu dowódcy frontu zachodniego von Rundstedta napływają meldunki o lądujących desantach i walkach na całym północnym wybrzeżu Francji, od Bretanii po granicę z Belgią. Feldmarszałek zwołuje pilną naradę.
Sztab von Rundstedta otrzymuje wyjaśnienia, że żołnierze wysłani w rejony desantu odnajdują jedynie manekiny. Uspokojony dowódca nakazuje zachowanie gotowości bojowej, ale bez ogłaszania alarmu. "To nie inwazja, ale jakaś mistyfikacja. Trzeba się zorientować, o co naprawdę chodzi" - podsumowuje.
Godzina 2.30 Nad terytorium Niemiec nadlatuje trzydzieści samolotów wykonujących misję "Moonshine". Rozwijają i rozrzucają foliowe wstęgi, specjalne urządzenia na pokładzie wzmacniają echa niemieckich radarów. Na ekranach ukazują się setki świetlnych punkcików. Dziś wcześniej jeden z agentów przesłał ostrzeżenie przed wielkim nalotem. Luftwaffe chce powtórzyć sukces znad Norymbergi, niemal wszystkie myśliwce startują z lotnisk na północy i odlatują w głąb Rzeszy. Niebo nad Kanałem La Manche pustoszeje.
Godzina 2.30-3.00 W środkowej Normandii lądują dwie alianckie dywizje spadochronowe. Niemcy zwlekają z reakcją, podejrzewają, że to znów manekiny. Komandosi mają czas na zajęcie pozycji, z których będą mogli powstrzymywać marsz niemieckich jednostek w stronę wybrzeża.
Godzina 2.51 Do wybrzeży Normandii dociera pierwszy aliancki okręt.
Godzina 3.09 Niemieckie stacje radarowe w Bordeaux odkrywają duże zgrupowanie alianckiej floty. Chwilę później podobne obrazy ukazują się także na ekranach radarów w Boulogne i Calais. W morze wypływają eskadry niszczycieli. Goniąc za niewidzialnym wrogiem oddalają się coraz bardziej od Normandii. Niczego jednak nie znajdują. Po wykonaniu drugiej fazy operacji "Moonshine" alianccy marynarze porzucają balony z odbijającymi fale radiowe reflektorami i uciekają na szybkich motorówkach.
Godzina 4.15 Pierwsze oddziały Amerykanów lądują na plaży "Omaha" w Normandii.
Godzina 4.30 Von Rundstedt zaczyna rozumieć, że nie chodzi ani o Bretanię, ani o Pas de Calais. Wydaje rozkaz natychmiastowego skierowania w stronę wybrzeża Normandii dywizji pancernych SS "Hitlerjugend" i "Lehr". To decydujący moment batalii. Gdyby 500 czołgów dotarło nad ranem w miejsce desantu, alianci prawdopodobnie nie zdołaliby utrzymać przyczółków. Von Rundstedt musi jednak o swojej decyzji poinformować najpierw Hitlera.
Godzina 5.00 Generał Karl von Puttkamer, adiutant Hitlera, po długim namyśle decyduje się obudzić wodza.
Godzina 5.30 "Nein, nein!" - Hitler piekli się i miota przy mapie. "Kto pozwolił Rundstedtowi zmieniać moje rozkazy" To nie jest inwazja! To ma odwrócić naszą uwagę. To jest zdrada!? - wygraża na odległość feldmarszałkowi.
Godzina 6.30 Szef sztabu Wehrmachtu gen Alfred Jodl telefonuje do von Rundstedta. Przekazuje mu osobisty rozkaz führera: "Natychmiast zatrzymać czołgi!". Wódz nie pozwolił też ruszyć swojej przyczajonej w Pas de Calais najbardziej elitarnej jednostki - dywizji pancernej SS "Adolf Hitler".

Tymczasem alianci lądowali już na całym 100-kilometrowym odcinku wybrzeża Normandii. Pięć tysięcy barek desantowych i ponad 1300 statków handlowych płynęło przez Kanał La Manche. Największej w dziejach wojen flotylli nie zagroził ani jeden niemiecki samolot, ani jeden U-Boot nie wystrzelił w jej kierunku torpedy.
"Bodyguard" wykonał swoją misję perfekcyjnie. Niemcy dostrzegli naciągającą armadę dopiero gdy znalazła się w zasięgu ich wzroku. A Hitler uwierzył, że jest prawdziwa, dopiero gdy na plażach Normandii było już 200 tysięcy alianckich żołnierzy i 19 tysięcy czołgów. Utworzenie drugiego frontu - strategiczna operacja na lądzie, morzu i w powietrzu - było największą akcją militarną w dziejach II wojny światowej.





Artykuł jest z Twoja-Strona.Net
http://twoja-strona.net/html

Adres tego artykułu to:
http://twoja-strona.net/html/Biblioteka_Art137.html