
Temat: Podglądanie, czyli co widać z ukrycia
Data: 2005-06-08 o godz. 20:18:45 Autor: Krzysztof Boczek (Focus.pl)
Życie intymne sąsiadów lub "zwykłe życie" na ekranie tv - wszystko może być warte zainteresowania.
Wszędzie nas podglądają. I my także podglądamy, gdy tylko nadarzy się okazja. Kamery zerkają na ludzi na ulicy, przy bankomacie, w windzie eleganckiego wieżowca, w supermarkecie, w butiku. Wielkie korporacje podsłuchują rozmowy telefoniczne pracowników, instalują ukryte kamery w biurach, kontrolują, co robią podwładni na komputerach.
Hipermarkety obserwują klientów nawet w przebieralniach - jak donosi lokalna prasa, w jednym z krakowskich sklepów detektywi podglądali przebierające się klientki, zaś w Gorzowie Wielkopolskim policjanci zaglądali do prywatnych mieszkań kamerami do monitoringu ulic.
W końcu 2004 roku w szczecińskim supermarkecie zatrzymano 36-letniego mężczyznę, który spadł z fragmentem sufitu do damskiej toalety. Nad nią podglądacz chciał sobie urządzić punkt obserwacyjny.
Wścibskie spojrzenia
Kamery instaluje się w szpitalach, przedszkolach i szkołach, w szatniach basenów, pojawiły się nawet na cmentarzu (w Sopocie) - we wszystkich tych wypadkach względy bezpieczeństwa usprawiedliwiają "wścibstwo". To miejsca publiczne, w których i tak trudno o intymność, ale także w domu nie możemy czuć się swobodnie.
"Voyeryści często podglądają przez lornetki mieszkańców z naprzeciwka" - mówi seksuolog dr Wiesław Ślósarz. Na zlecenie firm badających rynek, młodzi ludzie robią zdjęcia szaf, pokoi, a nawet lodówek. Po to, by producenci lepiej poznali nasze życie prywatne. Nawet członkom rodziny nie można ufać - dzieci notorycznie zerkają przez szparę w drzwiach czy dziurkę od klucza, a młodzi internauci przez Sieć śledzą, co robimy na komputerze.
Kto podgląda i dlaczego? "Okazja czyni złodzieja. Jeżeli nadarzy się sytuacja, by popatrzeć z ukrycia na kogoś innego, to raczej jesteśmy tym zainteresowani" - twierdzi dr Ślósarz. "Gdzie uprawia się seks, tam zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał to zobaczyć". Psychoterapeuta Wojciech Eichelberger dodaje, że podglądamy się wszyscy nawzajem. I prawdopodobnie robimy tak od wieków.
Zobaczyć, kim są ludzie, kiedy nie odgrywają żadnej roli - to jest najbardziej fascynujące w podglądaniu. Dla tego tak chętnie podpatrujemy innych w zwykłych sytuacjach życiowych
Z dość oczywistych powodów podglądają dzieci i młodzi - głównie zmysłem wzroku badamy świat, uczymy się go.
Życie na gorąco
Wraz z Internetem pojawiły się też nowe możliwości podglądania. Pierwsza kamera, która zaistniała w Sieci, pokazywała ekspres do kawy na uniwersytecie w Cambridge. Studenci sprawdzali, kiedy parzy im się kawa i podglądali innych, którzy byli w pomieszczeniu. W 1996 roku wspomniana już Jennifer Ringley, studentka z Pensylwanii, przez kamerę internetową pokazywała w Sieci swoje życie ze wszystkimi intymnymi szczegółami, włącznie z chwilami seksu z chłopakiem. W szczycie popularności stronę www.jennicam.org odwiedzało nawet 100 milionów osób w tydzień.
Jennifer skończyła swój ekshibicjonizm w 2004 roku, ale dziś ma setki naśladowców. W USA przebojem są transmisje z więzienia w Phoenix w Arizonie. Kamery pokazują, kogo aresztowano, kogo się przeszukuje, kto siedzi w celach. Szeryf Joe Arpaio, jeden z najsurowszych w USA, sądzi, że upublicznianie scen z więzienia odstraszy od łamania prawa. W rzeczywistości przyciągnęło głodnych podglądania.
Okiem artysty
"Cała nasza kultura i sztuka jest oparta na podglądaniu - mówi Wojciech Eichelberger. Pisarze podglądają, by móc opisać nasze życie wewnętrzne, reżyserzy - by pokazać prywatnych ludzi. Zwłaszcza ci ostatni korzystają z podglądania. Kazimierz Kutz przyznał na łamach "Wprost": "Jestem nałogowym podglądaczem - odkąd sięgam pamięcią, podglądałem innych. Szczególnie interesowało mnie podpatrywanie pięknych kobiet". Do tego przyznają się także reżyser Janusz Zaorski i malarz Edward Dwurnik, ale za mistrza podglądania człowieka w sytuacjach intymnych uznaje się Ingmara Bergmana.
Według psychoanalityka Kristiana Metza, kino składa się z ekshibicjonizmu i voyeryzmu. Kino to konwencja, w której ekshibicjonistami są aktorzy, udający, że nikt ich nie widzi, a voyerystami widzowie, udający, że nie wiedzą, iż wszystko jest sztuczne.
W początkach kina filmy zwykle zaczynały się od ujęcia przez dziurkę od klucza - to sprawiało wrażenie, że widzowie faktycznie podglądają. I wtedy film był dla nich ciekawszy. Wszyscy więc podglądamy. Bo taka nasza natura.
|
|