
Temat: Eros zdemaskowany
Data: 2005-06-07 o godz. 21:41:02 Autor: Joanna Nikodemska (Focus.pl)
Alfred Kinsey wyjawił najpikantniejsze sekrety Ameryki i rozpętał rewolucję seksualną, ale sam został niemal zupełnie zapomniany .
Kiedy rozpoczynał swoje badania, amerykańscy naukowcy zajmowali się zwyczajami godowymi niemal wszystkich znanych im zwierząt, ale prawie nikogo nie interesowali ludzie. Jeśli nawet było inaczej, to i tak nikt nie odważyłby się zgłębiać tematu, który w latach 40. XX wieku był jednym z największych tabu.
W tych czasach cudzołóstwo karano w Arkansas grzywną, a w Georgii za stosunek homoseksualny groziła kara śmierci.
Na straży moralności
Seksualna prohibicja była w USA silnie zakorzeniona. W 1871 roku amerykański parlament pod presją Komitetów do Zwalczania Występku uchwalił ustawę zakazującą przesyłania pocztą wszelkich materiałów dotyczących seksu (później także środków antykoncepcyjnych).
Członkowie komitetów kontrolowali księgarnie, prowokowali sprzedawców składając zamówienia na nielegalne materiały i denuncjowali firmy, które je realizowały. Ida Craddock, autorka "Nocy poślubnej" - jednego z pierwszych amerykańskich poradników małżeńskich - została skazana na trzy miesiące więzienia. Kary nie wykonano, bo zaszczuta autorka popełniła samobójstwo.
Wyrocznią "w tych sprawach" przez lata była książka "Małżeństwo doskonałe" - z 1926 roku. Theodor van de Velde zdefiniował w niej stosunek seksualny jako "wyłącznie normalne zbliżenie między przeciwnymi płciami" i pomijał wszystko, co uznał za patologiczne i perwersyjne. Dopuszczał na przykład całowanie narządów płciowych jako sposób pobudzenia - ale pod warunkiem, że pieszczoty te nie wywołają orgazmu. W przeciwnym razie "otworzyłyby się wrota piekieł, prowadzące do zboczenia seksualnego".
Filmowcy musieli od lat 20. do 60. borykać się z Kodeksem Haysa. Stanowił on, że filmy muszą szanować święty charakter instytucji małżeństwa m.in. poprzez pokazywanie małżonków w osobnych łóżkach. Zabronione było pokazywanie lubieżnych pocałunków, tańców sugerujących nieprzyzwoite uniesienia, kobiet zdejmujących pończochy i mężczyzn ściągających spodnie.
Dziewicze badania
Prawie dziewiczą wówczas seksuologią zajął się przypadkiem Alfred Kinsey, entomolog z uniwersytetu w Indianie.
Jego wieloletnie badania, opublikowane w 1948 roku (zwane potocznie Raportem Kinseya), wstrząsnęły Ameryką, ale uwolniły ją od wstydu. Stały się medialną sensacją i iskrą zapalną rewolucji seksualnej lat 60., bez której nie byłoby przemian obyczajowych w następnych dekadach. Samego Kinseya ochrzczono mianem amerykańskiego Freuda, porównywano z Galileuszem i Darwinem.
Kolekcjoner muszek
Był synem pastora, dorastał w samym sercu wiktoriańskiej Ameryki. Zbuntowany przeciwko purytańskiej obyczajowości rodzinnego domu, poświęcił się nauce. Ukończył zoologię na Harvardzie i wykładał biologię na uniwersytecie w Indianie.
Po 20 latach został światowym ekspertem od muszek owocówek. Zgromadził największą na świecie kolekcję tych maleńkich owadów, przechowywaną w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej. Jako empiryk wierzył, że aby wydać prawidłowy osąd na temat np. skrzydeł muchy, trzeba najpierw przebadać ich ogromną liczbę. Tę zasadę zastosował później wobec ludzi.
Studenci Kinseya nie podzielali jego pasji - zamiast życia godowego owocówek bardziej frapowały ich zaloty ludzi. Zwłaszcza że w programie uniwersyteckim był tylko jeden wykład na temat seksu - w ramach zajęć z higieny. Za namową rektora Kinsey zaczął prowadzić w 1938 roku kurs przedmałżeński. Nazwa była tylko przykrywką - wykłady dotyczyły seksu. Borykający się z zakłopotaniem i brakiem wiedzy naukowiec zdał sobie wówczas sprawę, jak mało wiadomo na temat seksualnych zachowań człowieka. Postanowił wypełnić tę lukę - bez względu na konsekwencje.
Intymne zwierzenia
Na terenie uniwersytetu w Indianie otworzył Instytut Badań nad Seksem (przemianowany potem na Instytut Kinseya), zatrudnił badaczy, z którymi połączyły go później bardzo intymne stosunki. Razem przeankietowali ponad 18 tysięcy osób. Rozmawiali ze studentami i ich kolegami, duchownymi, prostytutkami, psychiatrami, gejami, więźniami... Aby zaskarbić sobie ich zaufanie, ankieterzy byli przyjaźni, opanowani i zupełnie obojętni na to, co słyszą. Gdy wywiady ukończono, ich wyniki przetworzył jeden z pierwszych komputerów na świecie.
Efekt był imponujący - wyodrębniono ponad 200 typów zachowań seksualnych. Okazało się, że biologiczne zróżnicowanie, które Kinsey zaobserwował u owocówek, dotyczy też ludzi. Jako pierwszy stwierdził, że seksualność człowieka ma unikalny charakter, a pojęcie normy w tej dziedzinie nie istnieje. Można mówić jedynie o czymś rzadkim lub pospolitym.
Ze szczytu na dno
Opublikowany w 1948 r. raport z badań pt. "Sexual Behaviour in the Human Male" przedstawiał tylko fakty - niczego nie oceniał. "To jest raport o tym, co robią ludzie. Nie stawia żadnych pytań o to, co powinni robić" - pisał Kinsey.
Ponad 800 stron tabel i wykresów sprzedawało się jak świeże bułeczki. W dwa miesiące rozeszło się 200 tys. egzemplarzy w ośmiu językach.
Odzew był mieszaniną szoku, złości i fascynacji, a dystyngowany naukowiec w muszce stał się postacią publiczną - pojawiał się na okładkach czasopism, był tematem piosenek, artykułów i kazań. Prasa porównywała efekty jego badań do uderzenia bomby atomowej, a powiedzenie "pikantniejszy niż raport Kinseya" weszło do powszechnego obiegu. "Ameryka, żywiąca perwersyjne upodobanie do wszelkiego rodzaju rekordów, skupiła się na skrajnościach. Każdy słyszał o facecie, który przez 30 lat miał 30 ejakulacji tygodniowo, czy o biedaku, który w tym samym czasie zdobył się na jedną" - pisze James Peterson w "Stuleciu seksu".
Sporo głosów było jednak przychylnych. Pewien student psychologii, zainspirowany raportem Kinseya, napisał pracę semestralną o rozbieżnościach pomiędzy zachowaniami seksualnymi Amerykanów a obowiązującym prawem. "Nie można w ciągu kilku lat naprawić błędów stuleci (...), a zgromadzone przez Kinseya dane statystyczne niewątpliwie okażą się pomocne. Przekonajmy się, czy nie uda się nam znaleźć drogi prowadzącej z tego ponurego, obwarowanego tabu labiryntu na świeże powietrze, ku światłu rozsądku". Student ten nazywał się Hugh Hefner. W 1953 roku stworzył miesięcznik "Playboy".
W tym samym roku Kinsey opublikował kolejny raport, tym razem poświęcony kobietom - "Sexual Behaviour in the Human Female". Ogarnięta paranoją zimnej wojny Ameryka odebrała go jako potężny atak na podstawowe wartości narodowe. Z badań Kinseya wynikało bowiem, że ponad połowa amerykańskich żon oraz matek masturbuje się i uprawia seks przed ślubem, a jedna czwarta zdradza mężów.
Książka wywołała falę oburzenia. Wstrzymano dotacje na badania, a Kinseya oskarżano o podkopywanie moralności i udział w komunistycznym spisku osłabiającym Amerykę. Przytłoczony atakami naukowiec zaczął chorować.
Umarł w 1956 roku na zawał serca - w przekonaniu, że jego praca była wielką pomyłką.
Dzieło życia
Raporty Kinseya bulwersują nawet po latach. Kontrowersje budzi nie tylko fakt, że badacz przeprowadzał wywiady z pedofilami. Dziś ostrożnie traktuje się w ogóle wiarygodność tych danych. Wiele dowodów podważających ich prawdziwość przedstawili Reichman i Eisel, autorzy książki "Kinsey - seks i oszustwo".
Jednak w Instytutcie Kinseya do Badań nad Seksem, Płcią i Reprodukcją kontynuowane są badania w dziedzinie, która - gdyby nie Kinsey - być może nigdy by nie zaistniała.
Nawet jeśli się pomylił lub popełnił oszustwo, to "zmienił sposób, w jaki Ameryka myśli o seksie i w jaki o nim rozmawia, ale jako człowiek został prawie zupełnie zapomniany. Większość ludzi nie docenia następstw jego pracy i jej wpływu na naszą kulturę" - uważa Bill Condon, reżyser filmu "Kinsey", który w marcu trafi na ekrany kin. "Pokazał światu, że to, co ludzie o seksie myślą, a to, co robią, to dwie różne sprawy".
|
|