|
Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Przesyłka z Dieppe
Pociąg osobowy z Paryża zatrzymał się na niewielkiej stacyjce Veules-les Roses. Z ostatniego wagonu wysiadł wysoki, smukły mężczyzna. Rozejrzał się po peronie i po chwili ruszył w stronę budynku dworca. Wszedł do poczekalni, w której był tylko jeden człowiek, drzemiący na ławce pod oknem. Przybyły obcesowo szarpnął go za ramię.
- Spać to powinien pan w domu, Raoul - powiedział.
- Przepraszam, niewiele miałem czasu na sen, kapitanie. - Mężczyzna z ławki potarł twarz i oczy dłońmi. - Poza tym pociąg się spóźnił...
- Nie nazywaj mnie kapitanem! Idziemy... Wyszli na niewielki placyk przed dworcem.
- Daleko stąd? - zapytał mężczyzna nazwany kapitanem. Był to oficer Abwehry Heinz Eckert.
- Około dwóch kilometrów - odpowiedział jego przewodnik, członek francuskiego ruchu oporu, Raoul Kiffer, noszący pseudonim “Kiki”, od ponad roku współpracujący z wywiadem niemieckim.
- To dobrze. Z Paryża co prawda nie jest daleko, lecz z przyjemnością rozprostuję kości. Co nowego?
“Kiki” obejrzał się, ale na wąskiej wiejskiej drodze, wijącej się między kamiennymi murkami, nie było nikogo.
- Powtarzają się ostrzeżenia z Londynu, żebyśmy nie podejmowali działań zbrojnych na własną rękę, lecz czekali na wyraźne polecenie.
Jak to rozumiesz?
- Przygotowują inwazję. - “Kiki” wzruszył ramionami. - To oczywiste. I nie chcą mieć bałaganu. Myślę, że dowie się pan znacznie więcej od madame Jeanette.
- Opowiedz mi o niej.
- Jeanette Dumoulins, około 45 lat. Kieruje miejscową siatką ruchu oporu. Ma podobno ważne materiały do przekazania do Londynu. Obiecałem, że prześlemy je przez kanadyjskiego lotnika o nazwisku Evans, którego będziemy tam przerzucać.
- Ten Evans to ja?
- Tak. Wygląda pan odpowiednio. Musi pan tylko niemiecki akcent zmienić na angielski i madame Jeanette niczego nie będzie podejrzewać. Poza tym najważniejsza jest moja rekomendacja. To już tutaj. - Raoul wskazał szary, jednopiętrowy budynek, położony na uboczu.
Jeanette Dumoulins przyjęła ich gościnnie. Obecność Raoula, którego znała od wielu lat, usuwała wszelkie wątpliwości na temat kanadyjskiego pilota. Madame nie mogła wiedzieć, że Raoul pracuje dla Niemców. Za tę niewiedzę w roku 1944 zapłaciła życiem.
- Wiem, że będzie pan wkrótce w Londynie - zagaiła rozmowę, gdy usiedli w saloniku. - Mam do pana prośbę. Ostatnio odebrałam wiadomość z radia BBC: “Georges wkrótce obejmie Jeanette”. To od mojego męża, który od 1940 r. jest w Anglii. Jak rozumiem, wkrótce przybędzie tutaj z wojskami amerykańskimi. Gdyby pan zechciał odszukać Georgesa w Londynie i dowiedzieć się od niego czegoś więcej...
- Ależ oczywiście!
- Mam też przesyłkę, o której wspomniałam Raoulowi. - Pani Dumoulins wyszła z pokoju. Przez nie domknięte drzwi Heinz zauważył, że odsunęła parapet i wydobyła spod niego pakunek. Wróciła do gości i podała “Evansowi” paczkę, starannie owiniętą w gazetę.
- Proszę pamiętać, że to bardzo ważne dla naszej sprawy - zaznaczyła.
- Oczywiście. Nie miałem dotąd, co prawda, nic wspólnego z konspiracją, ale sądzę, że zdołam wykonać zadanie - uśmiechnął się Heinz.
- Wyruszy pan dziś wieczorem. “Moineau” przyjdzie około dziewiątej. Teraz pewnie maluje morze. - Pani Dumoulins mówiła o człowieku, którego Heinz dobrze znał. Malarz Andre Lemoin, pseudonim “Moineau”, kilka miesięcy wcześniej został zmuszony do współpracy z Niemcami. - Przygotowałam pokój dla panów, abyście mogli wypocząć. Gdyby były inne czasy, zaproponowałabym wyprawę nad morze; stąd do Dieppe tylko 25 kilometrów. Ale teraz nie pora na wycieczki.
Weszli wąskimi, krętymi schodami do pokoju na górze.
- Możemy rozmawiać? - Heinz czekał, aż ucichną kroki pani Dumoulins, a widząc przyzwolenie Raoula, położył paczkę na stole. - Co to jest?
- Dokumenty od Niemca pracującego w Dieppe - odpowiedział Raoul. - Dowiedziałeś się o nim czegoś bliższego?
- Tylko tyle, że nie bierze pieniędzy za materiały, które nam przekazuje. Prawdopodobnie pracuje w organizacji Todta, ale nie wiem, na jakim stanowisku ani też, jak się nazywa. Nie mogę zadawać wielu pytań.
- Muszę znać jego nazwisko. Masz na to tydzień. - Heinz wyciągnął z kieszeni scyzoryk, ale zanim wbił ostrze w brezent paczki, upewnił się: - Czy tam nie ma jakiegoś mechanizmu niszczącego?
- Na pewno nie.
Rozciął więc ostrożnie materiał i wyciągnął plik papierów. Przyglądał się im dokładnie; były to zdjęcia nabrzeży portu i suchego doku w Dieppe, stanowisk karabinów maszynowych i dział przeciwlotniczych. Heinz przejrzał też kartki dołączone do fotografii. Na jego twarzy odbijała się narastająca wściekłość.
- Ten drań ma dostęp do wszystkiego. Muszę dowiedzieć się, kto to jest - powiedział.
Schował pakunek do teczki i rzucił się na łóżko. Późnym wieczorem rozległo się delikatne pukanie. Raoul podniósł się z fotela, na którym drzemał.
- Przybył “Moineau” - powiedziała przez drzwi madame Jeanette.
Mężczyźni spakowali się i zeszli na dół, gdzie czekał na nich niski, niepozorny człowiek. Na podwórzu stał wóz zaprzężony w dwa muły.
- Kareta to nie jest, ale pomyślałem, że lepiej będzie jechać choćby czymś takim, niż pokonać dwadzieścia parę kilometrów na piechotę.
Heinz wsiadł do obszernej skrzyni.
- Niech pan pamięta o moim mężu - poprosiła pani Dumoulins. - Na pewno go pan znajdzie...
Gdy tylko zostawili za sobą światła Veules-les-Roses, Heinz zeskoczył z pojazdu.
- Daleko stąd do mostka? - zapytał.
- Zaraz za zakrętem. - “Moineau” wskazał zakole drogi, odległe o kilkaset metrów.
- Dojdę piechotą. A gdzie jest prawdziwy kapitan Evans?
- Nad morzem. Czeka, aż przybije kuter, który zabierze go do Anglii - wyjaśnił “Moineau”.
- Posłuchaj uważnie - Heinz wydobył z teczki niewielki pakunek, podobny do tego, który odebrał od pani Dumoulins. - Dziewczyna, która wręczy Evansowi tę paczkę, ma powiedzieć, że nazywa się Jeanette. Musi zapytać go o swojego męża, tak jak prawdziwa Jeanette pytała mnie. Evans po przybyciu do Anglii musi przekazać ten pakunek jako bardzo ważny. Dzisiaj w nocy nadacie do Londynu potwierdzenie, że w Dieppe stacjonuje batalion 110. dywizji. Powodzenia.
Heinz ruszył w stronę zakrętu. Za nim dostrzegł samochód ze zgaszonymi światłami. Wsiadł.
- Kapitan Eckert - przedstawił się. - Jedziemy do Paryża. Następnego dnia raport z przebiegu tej akcji dotarł do kwatery feldmarszałka Gerda von Rundstedta, głównodowodzącego wojskami niemieckimi na Zachodzie. Oficer wywiadu, który referował dotychczasowe ustalenia, stwierdził, że z materiałów uzyskanych przez Abwehrę wynika niezbicie, iż alianci uderzą na Dieppe w ciągu 3 może 4 tygodni. Rundstedt polecił wzmóc tempo operacji “Porto II”, której celem było wprowadzenie aliantów w błąd co do wielkości i dyslokacji sił niemieckich w rejonie Dieppe. Niemcy przekonali Brytyjczyków, że stacjonuje tu 1400 żołnierzy ze 110. dywizji piechoty, która poniosła ogromne straty na froncie wschodnim i miała rzekomo we Francji zostać zrekonstruowana. Fałszywe raporty informowały też, że w mieście stacjonuje batalion rekrutów nie mających obycia z bronią. W rzeczywistości jednak w rejonie Dieppe rozłożyła się doskonale wyposażona i wyćwiczona 302. dywizja piechoty; w samym mieście stacjonowało 5 tysięcy żołnierzy, batalion a rtylerii, kompania czołgów, a cała dywizja pancerna mogła przybyć na pomoc w ciągu 6 godzin.
Autor: Bogusław Wołoszańsi Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Opublikowane: 2006-03-06 (338 odsłon)  [ Wróć ] Biblioteka index |