Załóż konto Strona główna  ·  Foto  ·  Download  ·  Twoje konto  ·  Wyślij newsa  ·  Forum  

Menu strony
Radio Radio
TV Video-stacja
Forum
Regulamin & Kontakt
Wyraź siebie
Twoje konto

Zasoby

Ostatnie posty na Forum?

Społeczność TS

Śmierć Marszałka - Rozdział 40 (Kategoria >> Sensacje XX Wieku)
Operacja Dieppe


Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Operacja Dieppe


Był ciepły, wiosenny poranek 10 kwietnia 1942 r. Duży, czarny bentley i jadący tuż za nim jeep z żołnierzami skręciły z mostu Lambeth w stronę Whitehallu. Przemknęły obok gmachu Parlamentu, zwolniły na moment przed skrzyżowaniem, ale policjant, poinformowany o przejeździe samochodów, wstrzymał ruch pojazdów z Westminster Bridge. Tuż za skrzyżowaniem samochody skręciły z Whitehallu w prawo, w wąską uliczkę, utworzoną z wysoko ułożonych worków z piaskiem, i zatrzymały się przed szlabanem zagradzającym drogę do Ministerstwa Wojny. Wartownik obejrzał dokładnie dokumenty, które podał mu oficer siedzący obok kierowcy bentleya, zasalutował i otworzył zaporę, zezwalając tym samym na wjazd na dziedziniec ministerstwa.
Przed schodami, prowadzącymi do głównego wejścia ogromnego, szarego gmachu, stał oficer, który odczekawszy, aż samochód się zatrzyma, podszedł sprężystym krokiem i otworzył drzwiczki.
- Major Taylor - zameldował się wysokiemu, postawnemu mężczyźnie, który wysiadł z samochodu. - Panie generale, mam zaszczyt towarzyszyć panu na spotkanie, które rozpocznie się zgodnie z ustaleniami.
Ta zawiła forma powitania oznaczała, że major został wysłany po to, aby sprawnie przeprowadzić gości przez wszystkie punkty kontrolne, których w gmachu Ministerstwa Wojny było bez liku. Zaczekali chwilę, aż z samochodu wysiądą dwaj inni mężczyźni i ruszyli w stronę wejścia.
Punktualnie o 10.30 generał George Marshall, szef sztabu amerykańskich wojsk lądowych, i Harry Hopkins, doradca prezydenta Stanów Zjednoczonych, weszli do sali konferencyjnej na pierwszym piętrze. W głębi, pod ogromnym obrazem, przedstawiającym wyprawę Kitschenera przeciwko Mahdiemu, stał gospodarz spotkania - generał Alan Brooke, szef Sztabu Imperialnego.
- Witam pana, generale - wyciągnął rękę w stronę Marshalla. Ten patrzył badawczo na Brooke’a. Zawsze zaskakiwał go niepozorny wygląd najsławniejszego brytyjskiego żołnierza.
- Cieszę się z tego spotkania, generale. - Uścisnął rękę Brooke’a.
- Mam nadzieję, że podróż panów minęła bez większych komplikacji - Brooke kontynuował obowiązkową wymianę grzeczności. - Londyn wita was piękną pogodą. O tej porze roku nie zawsze tak jest.
Członkowie obydwu delegacji zajęli miejsca za długim, mahoniowym stołem. Rozpoczynały się negocjacje na temat amerykańskiego planu prowadzenia wojny w Europie. Marshall przyjechał, by uzyskać od Brytyjczyków zapewnienie, że wspólnie z Amerykanami przygotują inwazję na kontynent. Plan był następujący: 15 września 1942 r. 6 dywizji (w tym 5 amerykańskich: 3 - piechoty i 2 pancerne) na pokładach brytyjskich okrętów wyruszy do ataku na brzeg Francji. Wspomagać je będzie 5800 samolotów (w tym 2550 brytyjskich). Po wdarciu się na brzeg żołnierze wojsk desantowych utworzą silnie bronione przyczółki. Wkrótce wspomogłoby ich 12 dywizji dosłanych z Anglii. Na tym zakończyłby się pierwszy etap operacji wyzwalania Europy, któremu nadano nazwę “Sledgehammer”. Przez następne miesiące siły we Francji byłyby rozbudowywane o 100 tysięcy żołnierzy tygodniowo. Gdy liczebność wojsk alianckich osiągnęłaby milion żołnierzy (30 dywizji), wówczas uderzyliby w głąb Francji, wyzwolili to państwo i ruszyli do stolicy Trzeciej Rzeszy.
Ten etap operacji, który miał być decydujący dla losów II wojny, nazwano “Roundup”.
Brooke słuchał tych planów z irytacją trudno skrywaną. W jego ocenie była to operacja niemożliwa do przeprowadzenia. Dobrze pamiętał, jak zakończyła się podobna operacja, podjęta przez Brytyjczyków w 1915 r. Wówczas to Pierwszy Lord Admiralicji Winston Churchill doszedł do wniosku, że desant dużego oddziału wojska na tureckim brzegu zmusi Niemców do przerzucenia z Francji całych jednostek do odległego rejonu, a wtedy żołnierze Ententy uderzą na froncie francuskim i zwyciężą osłabione wojska niemieckie. 25 kwietnia 1915 r. oddziały angielskie, australijskie i nowozelandzkie podjęły próbę opanowania brzegu w rejonie Gallłpoli. W czasie desantu zginęło kilka tysięcy żołnierzy, zdziesiątkowanych ogniem karabinów maszynowych i dział. Ci, którzy zdołali wedrzeć się na brzeg, przez kilka miesięcy bronili się dzielnie, ale w nocy z 8 na 9 stycznia 1916 r. musieli się ewakuować. Ta operacja kosztowała życie 30 tysięcy żołnierzy, 4 tysiące odniosło rany, 8 tysięcy dostało się do niewoli lub zaginęło. Ogromne ofiary po
szły na marne; desant nie zmienił sytuacji na froncie. Winston Churchill musiał podać się do dymisji, choć podobno zawinili dowódcy oddziałów inwazyjnych, działający niezdecydowanie i bez wyobraźni.
Co prawda inny desant - przeprowadzony 23 kwietnia 1917 r. na bazę niemieckich okrętów podwodnych w Zeebrugge w Belgii - zakończył się sukcesem, ale była to operacja na niewielką skalę: kilkudziesięciu żołnierzy z 4. batalionu Royal Marines zdołało zniszczyć lub zablokować urządzenia portowe.
Przez całą I wojnę Brytyjczycy rozbudowywali wojska inwazyjne, które w 1918 r. liczyły 55 tysięcy żołnierzy, ale w czasie pokoju siły te zmalały do 15 tysięcy żołnierzy piechoty morskiej - Royal Marines. W latach trzydziestych w Fort Cumberland działało centrum rozwoju i szkolenia (Inter-Service Training and Development Centre), które opracowało trzy typy nieudanych okrętów desantowych. Ćwiczenia przeprowadzone w rejonie Slapton Sands w 1938 r. zakończyły się kompletnym fiaskiem, ale niepowodzeniami rząd brytyjski się nie zrażał. W 1939 r. Brytyjski Korpus Ekspedycyjny sprawnie wylądował we Francji i wydawało się, że wojska amfibijne nie będą potrzebne. Dopiero klęska Francji i ewakuacja spod Dunkierki nakazały Brytyjczykom powrót do idei stworzenia pojazdów i wojsk zdolnych dokonać inwazji na kontynent. Do 1942 r. niewiele jednak w tej dziedzinie osiągnięto.
Brooke, doskonale znając słabość brytyjskiej armii, nie wierzył też, aby Amerykanie, którzy zaledwie kilka miesięcy wcześniej ocknęli się z błogiego snu o pokoju, mogli wystawić silną, odpowiednio wyszkoloną i wyposażoną armię. Generał pamiętał raport brytyjskiego przedstawiciela wojskowego w Waszyngtonie, generała Johna Dilla, który pisał: Ten kraj [Stany Zjednoczone - BW] jest najlepiej przygotowany do pokoju, jak tylko możesz sobie wyobrazić. (...) Obecnie ten kraj nie ma - powtarzam: nie ma - najmniejszego pojęcia, co oznacza wojna. Prawdopodobnie w przyszłości dokonają rzeczy wielkich, ale (...) obecnie cała organizacja [sił zbrojnych - BW] pochodzi z czasów George’a Washingtona.
Dill nie wspominał w raporcie o niskim morale amerykańskich żołnierzy po dotkliwych klęskach na Pacyfiku. Trudno było sobie wyobrazić, że - w atmosferze przygnębienia po Pearl Harbor i utracie Filipin - setki tysięcy młodych ludzi wyruszą ochoczo, z wiarą w zwycięstwo, do Europy. Wyruszą? Jak? Wody Atlantyku roiły się od niemieckich okrętów podwodnych. Brytyjczycy mieli wszelkie podstawy, aby się obawiać, że niemieckie okręty podwodne skutecznie zablokują szlaki żeglugowe i doprowadzą wyspy do gospodarczego załamania.
Royal Navy i US Navy nie miały odpowiedniej liczby jednostek eskortowych, by skutecznie zwalczać U-booty i zapewnić bezpieczeństwo konwojom. Z setek statków z żołnierzami i milionami ton zaopatrzenia dla wojsk inwazyjnych, wychodzących z amerykańskich portów, niewiele dotarłoby do Wielkiej Brytanii. Wilcze stada, samoloty Luftwaffe i wielkie okręty nawodne, działające z baz w Norwegii, zbierałyby krwawe żniwo.
Jak wedrzeć się na francuski brzeg? Chroniły go wprawdzie bunkry wału atlantyckiego, nie one jednak były najgroźniejsze. W połowie 1942 r. Luftwaffe miała 4942 samoloty bojowe, z których 69% - w gotowości bojowej. Mniej więcej połowa z nich stacjonowała na froncie wschodnim, reszta - w Niemczech, Europie Zachodniej i w rejonie Morza Śródziemnego. Była więc to siła zdolna rozgromić flotę inwazyjną i zmiażdżyć oddziały, którym udałoby się stanąć na francuskiej ziemi. Mogłyby tam zostać tylko do czasu, w którym Niemcy rzuciliby do walki pancerne dywizje z czołgami Panzer II i TV. Tym pojazdom nie mógł bowiem dorównać żaden czołg brytyjski ani amerykański. Brytyjczycy dotkliwie odczuli siłę Wehrmachtu w Norwegii, Grecji, Francji, na Krecie i w Afryce Północnej.
Na podstawie tych doświadczeń Brooke uznał, że plan wojny z Niemcami nie może zakładać frontalnego ataku. Inwazja musiała być poprzedzona długotrwałymi przygotowaniami: pracą tajnych służb, które wprowadziłyby nieprzyjaciół w błąd co do miejsca lądowania; nalotami na niemieckie fabryki, aby obezwładnić przemysł zbrojeniowy i wyniszczyć Luftwaffe; opanowaniem wybrzeży Morza Śródziemnego w celu zmuszenia Niemców do rozproszenia sił.
Amerykanie byli innego zdania. Uważali, że siła dywizji sprzymierzonych będzie tak duża, iż złamie opór Niemców. Generał Marshall żądał więc - a prezydent Franklin D. Roosevelt popierał go “z całego serca” - aby wojska anglo-amerykańskie ruszyły do frontalnego ataku na Francję.
Brooke w swoim pamiętniku zapisał: W świetle obecnej sytuacji plan [inwazji - BW] na wrzesień 1942 r. jest po prostu fantastyczny. Nie mógł jednak powiedzieć Amerykanom: - “nie”. Wielka Brytania była silnie uzależniona od szczodrości zamorskiego krewnego; dostawy ze Stanów Zjednoczonych miały istotne znaczenie dla brytyjskiej gospodarki i obronności.
Kredyty i transport materiałów w ramach lend-lease’u ratowały Wielką Brytanię w najtrudniejszym dla niej okresie wojny - w roku 1941, a później nabierały coraz większego znaczenia. I tak np. w 1941 r. co dziesiąty pocisk, wystrzelony przez żołnierza brytyjskiego, pochodził z fabryk amerykańskich; w 1943 r. już co trzeci. W 1942 r. brytyjska VIII armia w Egipcie z utęsknieniem oczekiwała na transport amerykańskich czołgów M3 Grant, a wkrótce połowa wszystkich czołgów w brytyjskich dywizjach pancernych została sprowadzona z USA. Royal Navy potrzebowała amerykańskich okrętów i amerykańskich stoczni, aby w nich budować i remontować swoje jednostki. Fleet Air Arm (Powietrzna Broń Floty) była całkowicie uzależniona od dostaw samolotów myśliwsko-bombowych Corsair i rozpoznawczych Catalina. Royal Air Force wyczekiwała na dostawy doskonałych samolotów transportowych Dakota, lekkich bombowców, szturmowców i myśliwców. Obydwa państwa splotły się w ogromnym wysiłku wojennym i każdy z brytyjskich generałów rozumiał, że s
plotu tego nie może naruszyć bez narażenia na szwank interesu ojczyzny.
Brooke nie mógł więc powiedzieć: “nie”. Nie mógł również zgodzić się na przedsięwzięcie, które uważał za szaleństwo. Wydawałoby się, że nie ma wyjścia. A jednak Brooke i Churchill, znając wcześniej zapędy Amerykanów, opracowali plan, który pozwalał uniknąć sporu, a w każdym razie odsunąć podjęcie ostatecznej decyzji o inwazji na kontynent europejski. Brooke chciał osiągnąć odroczenie inwazji na Francję, zgadzając się na lądowanie w tym kraju, ale według jego planów nie miały to być masy wojsk inwazyjnych - jak tego chcieli amerykańscy autorzy planu “Sledgehammer” - tylko stosunkowo niewielki oddział realizujący zadania rozpoznawcze.
Takim rozstrzygnięciem zakończyła się konferencja w gmachu Ministerstwa Wojny. Generał Marshall był przekonany, że przełamał niechęć sojuszników do swych propozycji; a ugruntował się w tym przekonaniu podczas spotkania z premierem Churchillem 14 kwietnia. Wkrótce potem wrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie natychmiast poinformował prezydenta o pozytywnych wynikach londyńskich rokowań.
W Londynie zaś brytyjscy planiści, pod dowództwem generała Bernarda Law Montgomery’ego, przystąpili do planowania rajdu kilku tysięcy żołnierzy na wybrzeże francuskie w rejonie portu Dieppe. Atak miały przeprowadzić dwie brygady z kanadyjskiej 2. dywizji, wspomagane przez niewielki oddział komandosów brytyjskich i 28 nowych czołgów Churchill. Wsparcie z morza miało zapewnić 200 okrętów (wśród których największymi jednostkami były niszczyciele), a z powietrza 200 samolotów RAF.
Co mogły zdziałać dwie brygady i 28 czołgów na francuskim wybrzeżu, gdzie Niemcy w ciągu 6 godzin byli w stanie wprowadzić do walki dywizję pancerną (tj. około 300 czołgów)? Plan zakładał zniszczenie urządzeń w niewielkim porcie, schwytanie pewnej liczby Niemców; ewentualne zdobycie maszyny szyfrującej “Enigma”, zorientowanie się w terenie i w organizacji obrony wybrzeża; a po 1,5 lub 2 dniach powrót do Anglii.
Tymczasem w Waszyngtonie generał Marshall zakreślał główne kierunki zakrojonej na szeroką skalę operacji “Bolero”, polegającej na przerzuceniu do Wielkiej Brytanii żołnierzy i sprzętu niezbędnego do zwycięskiego podboju wybrzeży Francji. Prezydent Roosevelt natychmiast powiadomił Stalina, że alianci zachodni planują na wrzesień utworzenie drugiego frontu. W czerwcu do Londynu przybył generał Dwight Eisenhower, który - jako głównodowodzący europejskiego teatru działania armii USA (European Theater of Operations US Army - ETOUSA) - miał doglądać przygotowań do wielkiej operacji inwazyjnej “Sledgehammer”. Brytyjczycy przyjęli go chłodno. Nie wywarł na nich dobrego wrażenia oficer, którego doświadczenie bojowe było równe zeru. Największą jednostką, którą dowodził, był pułk czołgów, który nie oddał ani jednego strzału w walce, a znajomość problemów europejskich generała Eisenhowera sprowadzała się do wiedzy nabytej w czasie zbierania materiałów do książki o amerykańskich pomnikach wojennych w Europie.
Eisenhower nie przejmował się jednak pełnym wyższości dystansem brytyjskich oficerów. Uważał ich za dziwaków, przeczulonych na punkcie tajemnicy wojskowej i operacji specjalnych. To przekonanie nasiliło się, gdy poznał działalność London Controlling Section. Zapisał w pamiętniku: W pierwszych dniach wojny, zwłaszcza gdy Wielka Brytania stawiała samotny opór w 1940 i 1941 r., Brytyjczycy niewiele mieli do przeciwstawienia Niemcom z wyjątkiem podstępu. (...) Takie postępowanie stało się jednak zwyczajem, którego nie mogli się pozbyć.
Tymczasem generał Bernard Law Montgomery - wsławiony sprawnym przeprowadzeniem ewakuacji swojej dywizji spod Dunkierki w maju 1940 r. - przygotował założenia planu “Rutter”. Uznał, że powodzenie operacji zależy od utrzymania całego przedsięwzięcia w jak najgłębszej tajemnicy, co warunkowało całkowite zaskoczenie niemieckiego garnizonu na francuskim wybrzeżu. Na naradzie w Sztabie Generalnym brytyjscy sztabowcy słuchali jak urzeczeni słów Montgomery’ego. Zastanawiające, że żaden z doświadczonych żołnierzy nie zwrócił uwagi, iż morskie wsparcie desantu jest wprost symboliczne. Pociski najcięższych dział kał. 120 mm, którymi dysponowały niszczyciele, mające osłaniać lądowanie wojsk desantowych, były zbyt małe, aby skruszyć niemiecką obronę. Najgroźniejsza broń lądujących oddziałów - czołgi Churchill - była stanowczo za ciężka (38,5 ton) do walki na kamienistej plaży, stromo opadającej do morza, a ponadto, wprowadzona niedawno do uzbrojenia, miała wiele wad. Liczne zastrzeżenia można było mieć również do planu w
sparcia oddziałów przez samoloty RAF. Plan Montgomery’ego został jednak zaaprobowany. Ruszyły przygotowania do rajdu na francuskie wybrzeże w rejonie Dieppe.
W tym samym czasie agent “Tatę”, pod okiem specjalisty z London
Controlling Section, szyfrował depeszę do centrali Abwehry: Z najlepszych źródeł uzyskałem informacje o tajnych przygotowaniach dużych sił alianckich do desantu na francuskie wybrzeże w rejonie Le Havre - Dieppe. Termin jeszcze nie jest znany. Polecenie wysłania takiej depeszy dał szef LCS, pułkownik Stanley. Dla niego był to tylko element wielkiej gry, która miała przekonać Niemców, że alianci szykują się do inwazji na wybrzeże francuskie. Dlaczego wskazał Dieppe? Czyżby nie znał planu Montgomery’ego? Bardzo możliwe, że wymóg zachowania tajemnicy wojskowej uniemożliwił poinformowanie szefa dywersyjnej organizacji LCS o planach Sztabu Generalnego. Jednakże zadziwiająca to zbieżność...
Dowództwo wojsk niemieckich we Francji nakazało wzmocnienie garnizonu we wskazanym mieście. Pod kamieniami plaży ułożono dodatkowo 14 tysięcy min przeciwpiechotnych i przeciwpancernych. Budynek kasyna - zasłaniający widok na część plaży, najbardziej narażoną na atak z morza - został zaminowany i miał być wysadzony, gdy tylko pojawiłyby się alianckie okręty, przez co poszerzyłoby się pole ostrzału niemieckich dział.









Autor: Bogusław Wołoszańsi

Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.



Opublikowane: 2006-03-06 (303 odsłon)

[ Wróć ] Biblioteka index


Wszelkie prawa zastrzeżone 2004-2012 © Twoja-Strona.Net. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu

Teledyski.Info | Pobieracz.Net | Hostuje.net | Torenty.biz | Wordpressy.pl | 1ts.pl

System Cache v1.0 włączony. Kopia cache.