|
Tytuł: "Śmierć Marszałka"
Autor: Bogusław Wołoszański
Rozdział: Czas Montgomery’ego
Kończył się 23 dzień października. Generał Georg Stumme przejrzał ostatnie raporty, ale nie znalazł w nich nic godnego uwagi. Schował papiery do kasy pancernej i wyszedł z pokoju swojej kwatery głównej. Na schodach rzucił jeszcze adiutantowi, że idzie na kolację w kasynie i udał się tam pośpiesznie. Szef sztabu zapowiadał, że na kolację będzie mięso gazeli. Generał przeszedł przez wąską uliczkę, prowadzącą wprost do kasyna i wszedł w drzwi. Zauważył, że zegar nad wejściem pokazywał 21.40, co oznaczało, że generał jest spóźniony o dziesięć minut. Był człowiekiem bardzo skrupulatnym i skoro zapowiedział, że przyjdzie o 21.30, powinien być o tej porze. Powiesił czapkę na wieszaku i odpiął pas, gdy nagle doszły go głuche odgłosy z oddali. Minęło kilka sekund, a huk wybuchów utrzymywał się. To nie była przypadkowa wymiana strzałów... - Generał wybiegł na ulicę. Niebo rozjaśniały ognie strzałów i wybuchów.
- Jakie wiadomości?! - krzyknął do dyżurnego, gdy tylko przekroczył próg kwatery i, nie czekając na odpowiedź, kazał przygotować samochód.
- Dowódca 21. dywizji pancernej melduje, że Brytyjczycy przystąpili do ataku - raportował żołnierz. Po chwili nadeszły nowe meldunki: 90. dywizja lekka donosiła, że znalazła się pod ogniem okrętów wojennych, co wskazywało, że między El Daba i Sidi Abd el Rahman wróg rozpoczął dużą operację inwazyjną. Stumme nakazał 90. dywizji natychmiastowe przystąpienie do kontruderzenia i odparcie oddziałów alianckich desantujących się na brzeg. Uznał, że sytuacja tam właśnie jest najgroźniejsza i postanowił osobiście pokierować walką z desantem. O 23.00 wyruszył w stronę kwatery 90. dywizji. Nie dojechał tam nigdy. W rejonie Wzgórza 21 jego samochód został ostrzelany przez brytyjską artylerię. Generał dostał ataku serca i wypadł z samochodu tak cicho i szybko, że kierowca nie zauważył tego. Wojska niemieckie zostały bez dowódcy...
W Semmering dzwonek telefonu zbudził Rommla w nocy. W słuchawce usłyszał głos feldmarszałka Keitla:
- Telefonuję z kwatery Hitlera w Rastenburgu - powiedział. - Na pustyni Brytyjczycy rozpoczęli ofensywę. Generał Stumme zaginął, prawdopodobnie nie żyje. Czy może pan natychmiast wrócić do Afryki?
- Oczywiście - automatycznie potwierdził Rommel, wyrwany z głębokiego snu. - Mogę wyruszyć natychmiast.
- Proszę czekać na następny telefon - powiedział Keitel i odłożył słuchawkę.
Powoli znaczenie wiadomości docierało do Rommla. Początkowo wydawało mu się wykluczone, by Brytyjczycy mogli rozpocząć ofensywę. Może chodziło o jakiś mało znaczący atak? Ubrał się szybko i po kilkunastu minutach był gotowy do drogi. Po północy telefon zadzwonił ponownie. Tym razem przy słuchawce był Hitler.
- Zna pan ostatnie doniesienia? - spytał.
- Wiem tylko, że Anglicy przystąpili do ofensywy...
- Czy jest pan gotów udać się do Afryki i objąć dowodzenie?
- Oczywiście, mein Fuhrer - Rommel był zaskoczony pytaniem.
- To dobrze. Po prostu czułem się zobowiązany zapytać pana o to. Niech pan jedzie jak najszybciej - powiedział Hitler.
Rommel nie mógł mieć już żadnych wątpliwości. Brytyjczycy rozpoczęli ofensywę i odnieśli pierwsze zwycięstwo - zaskoczyli Niemców.
Około południa samolot wylądował na lotnisku Ciampino. Powitał Rommla attache wojskowy ambasady niemieckiej, generał Enno von Rintelen.
- Co się dzieje na pustyni? - krzyknął Rommel, gdy tylko uścisnęli sobie dłonie.
Rintelen odciągnął go na bok, gdzie warkot silników nie zagłuszał rozmowy.
- Anglicy kontynuują ofensywę. Generał Stumme zmarł na atak serca! Brakuje paliwa - Rintelen szybko wymienił najważniejsze sprawy.
- Musi pan natychmiast skontaktować się z feldmarszałkiem Kesselringiem. On musi dotrzeć do Mussoliniego. Do samego Mussoliniego - podkreślił z naciskiem - aby ten bezzwłocznie wysłał konwój z paliwem i amunicją. Proszę powiedzieć mu, że w czasie rozmowy ze mną Hitler obiecał pomoc. Jeżeli Mussolini będzie się opierał, Kesselring powinien interweniować u Hitlera. Te statki muszą dotrzeć do Afryki jak najszybciej! Od tego zależy dalszy los wojny...
- Interwencja u Hitlera nie będzie potrzebna - uspokajał Rommla Rintelen. - Niech pan leci spokojnie do Libii. Zrobimy wszystko, aby w ciągu najbliższych dni otrzymał pan niezbędne materiały.
Wkrótce samolot Rommla wystartował do Darny w Libii, a generał Rintelen udał się na spotkanie z feldmarszałkiem Albertem Kesselringiem. Ten rozumiał doskonale powagę sytuacji. Zatelefonował natychmiast do Mussoliniego. Po kilkunastu minutach duce przesłał wiadomość, że w ciągu najbliższych trzech dni z Neapolu wyruszy pięć statków z amunicją i paliwem. Miały duże szansę dotarcia do portów przeznaczenia, gdyż nad morzem utrzymywała się gęsta mgła, która była najlepszą osłoną przed samolotami rozpoznawczymi i atakami brytyjskich bombowców i okrętów podwodnych. Kesselring natychmiast wysłał szyfrogram do Rommla informując, że pomoc wkrótce nadejdzie.
26 października feldmarszałek przybył do swojej kwatery głównej. Sytuacja była jeszcze trudniejsza, niż to wynikało z raportów, jakie otrzymał w Europie. Niemiecka 51. dywizja pancerna miała tylko trzydzieści dziewięć czołgów, włoska “Littoria” - sześćdziesiąt dziewięć czołgów, 90. dywizja lekka broniła się resztkami sił. Rommel nakazał przegrupowanie 21. dywizji pancernej na północ; liczył, że sto sześć czołgów powstrzyma Brytyjczyków i umożliwi przejęcie inicjatywy na polu bitwy. Zdawał sobie jednak sprawę, że ma niewielkie szansę na zwycięstwo. Pisał w liście do żony:
Sytuacja jest w dalszym ciągu bardzo poważna. Do czasu, gdy list ten dotrze do Ciebie, wyjaśni się, czy wytrzymamy, czy też nie. Nie mam wiele nadziei. W nocy leżę z oczami szeroko otwartymi, niezdolny zasnąć ze względu na ciężar, jaki spoczywa na moich ramionach. W dzień jestem śmiertelnie zmęczony. Co się stanie, jeżeli sprawy pójdą źle? To jest myśl, która zamęcza mnie dzień i noc. Nie widzę wyjścia, jeżeli to się stanie.
Liczył jeszcze na dostawy broni, amunicji i paliwa. Zapasy benzyny wystarczały na trzykrotne napełnienie zbiorników jego czołgów, co w warunkach pustyni dawało im zasięg około trzystu kilometrów. Szyfrogram Kesselringa budził nadzieję, że lada moment do Tobruku zawiną włoskie statki. Tak się nie stało. Los konwoju był przesądzony już w momencie, gdy Kesselring powiadomił Rommla, że z Neapolu wyjdzie pięć statków. Wkrótce potem depesza Kesselringa, odszyfrowana w Bletchley Park, znalazła się na biurku szefa Wywiadu Powietrznego MI-6, Fredericka Winterbothama. Wiedział doskonale, jakie znaczenie ma zawartość ładowni włoskich statków dla Rommla i jaki może mieć wpływ na zmagania w Afryce Północnej. Wystarczyło wysłać samoloty z Malty, aby zatopiły konwój, ale wówczas Niemcy zorientowaliby się, że skoro bombowce i myśliwce bez pomocy samolotów rozpoznawczych odnalazły konwój, to znaczy, że wiedział, gdzie i kiedy szukać statków z bronią. Winterbotham obawiał się, że w ten sposób można zdradzić Niemcom, iż system szyfrowania “Enigma” nie jest tajemnicą dla Brytyjczyków. Jeżeli jednak zachowałby dla siebie wiadomość o konwoju z zaopatrzeniem, wówczas statki mogłyby dotrzeć do portu przeznaczenia i narazić na klęskę wojska VIII armii w Afryce Północnej. Wieczorem 27 października Winterbotham zatelefonował do premiera Winstona Churchilla i przedstawił mu problem. Premier zdecydował się podjąć ryzyko wysłania samolotów. Być może uznał, że Niemcy nie dopuszczą myśli, iż zawiodła “Enigma”, lecz będą szukać zdrajców w dowództwie włoskiej marynarki wojennej.
O świcie 28 października z lotnisk Luga i Halfar na Malcie wzbiło się w powietrze dwadzieścia sześć samolotów Beaufort i Welllington, które szybko odnalazły włoskie transportowce.
Pierwszy statek, Prosperina, zatonął, trafiony brytyjskimi bombami w pobliżu Tobruku, ale okręty eskorty zestrzeliły sześć brytyjskich samolotów. Wkrótce poszedł na dno Tripolino. Następnego dnia zatonęły, trafione torpedami zrzuconymi przez samoloty, dwa statki: Ostia i Zara. Jedynie Brioni skrył się we mgle i uszedł pościgowi. Nie na długo. W Tobruku dopadły go amerykańskie Liberatory i posłały na dno, zanim zdążył wyładować broń i amunicję.
29 października Rommel dowiedział się, że nie otrzyma pomocy. Precyzja, z jaką działały brytyjskie i amerykańskie samoloty, wskazywała, że ich załogi wiedziały, gdzie szukać celów, l listopada Rommel wysłał w tej sprawie raport do feldmarszałka Kesselringa, zwracając uwagę, że los pięciu włoskich okrętów dowodzi, iż w sztabie włoskiej marynarki działają szpiedzy lub też szyfr “Enigma” przestał być dla Brytyjczyków tajemnicą. Gdy tylko kryptolodzy w Bletchley Park odszyfrowali depeszę Rommla, Winterbotham poszedł z nią natychmiast do szefa MI-6, Stewarda Menziesa.
- Stało się to, czego się obawiałem - powiedział pokazując tekst depeszy. - Niemcy mogą zmienić system szyfrowania.
- Bez wątpienia zrobią tak, jeżeli uznają, że dowiedzieliśmy się o konwoju z ich szyfrogramów - Menzies jak zwykle zachowywał spokój, chociaż doskonale wiedział, jak poważna jest sytuacja. - Myślę, że bardziej są skłonni podejrzewać Włochów o zdradę, niż uznać, że niemiecki system jest zły...
- Musimy więc utwierdzić ich w tym przekonaniu.
- Proszę jutro wysłać depeszę do grupy “Stavro”. Oczywiście, użyje pan szyfru “K2” - polecił Menzies.
Następnego dnia niemieckie stacje nasłuchowe przechwyciły depeszę, której treść utajniono za pomocą szyfru znanego niemieckim kryptologom. Szyfrogram zawierał gratulacje za przeprowadzenie sprawnej akcji zdobycia wiadomości o wyjściu w morze pięciu statków z Neapolu. Wszyscy członkowie grupy uzyskali gratyfikacje w wysokości 1,5 tysiąca funtów, które zostały wpłacone na ich konto w banku szwajcarskim. Dalej wypadki potoczyły się zgodnie z przewidywaniami Menziesa: Niemcy rozpoczęli poszukiwanie grupy “Stavro”, która nigdy nie istniała...
Na pustyni generał Montgomery wycofał po jednej brygadzie z 44., 50. i 51. dywizji i skierował je do dywizji nowozelandzkiej, która miała dokonać decydującego uderzenia. 2 listopada wojska brytyjskie przystąpiły do natarcia. Rozpoczęła się walka o nieznanej dotychczas zaciekłości. Żołnierze obydwu stron zdawali sobie sprawę, że nadszedł czas przełomu i ta bitwa rozstrzygnie losy dwuletniej wojny na pustyni. Obsługi włoskich dział przeciwpancernych prowadziły ogień do angielskich czołgów, dopóki nie rozjechały one stanowisk artylerii albo nie zmieniły się w płonące wraki. Pod koniec dnia dowódca brygady pancernej, generał Freyburg, raportował, że z dziewięćdziesięciu czterech czołgów pozostały tylko dwadzieścia cztery. Po drugiej stronie frontu sytuacja była jeszcze gorsza. Afrika Korps miał tylko trzydzieści dziewięć czołgów zdolnych do walki. Rommel wydał rozkaz odwrotu. I wtedy nadszedł telegram od Hitlera:
Do feldmarszałka Rommla!
W sytuacji, w jakiej się pan znalazł, nie może być innej myśli, jak tylko bronić się twardo i rzucić każde działo i każdego człowieka do walki. My czynimy największe wysiłki, aby panu pomóc. Pański wróg, mimo swej wyższości, musi także być u kresu sił. (...) Musi pan pokazać swoim żołnierzom, że nie ma innej drogi jak tylko zwycięstwo albo śmierć.
Rommel zdawał sobie sprawę, że rozkaz oznacza zgubę dla żołnierzy. Mógł liczyć, że Brytyjczycy, wyczerpani bojem, na krótko zwolnią nacisk, ale gdy tylko odbudują siły, zmiotą jego oddziały pozbawione możliwości odwrotu. Nie mógł jednak zlekceważyć rozkazu wodza. Oddziały niemiecko-włoskie okopały się. Na szczęście dla nich, Montgomery nie wykorzystał sytuacji i nie zamknął w okrążeniu tkwiących nieruchomo na pustyni żołnierzy “osi”.
Po południu 4 listopada VIII armia przerwała front w rejonie Tell el Aqqaqir. Czołgi z X korpusu rozbiły mężnie broniącą się włoską dywizję “Ariete”. Dowódca Afrika Korps, generał von Thoma, został schwytany przez żołnierzy brytyjskich w chwili, gdy wyskakiwał z płonącego samochodu pancernego. Nadeszła godzina ostatecznej klęski wojsk niemiecko-włoskich. I dopiero wtedy Hitler zgodził się na wycofanie ocalałych jednostek na zachód. Zmechanizowane oddziały Panzerarmee ruszyły szybko w tamtym kierunku, pozostawiając za sobą tłumy żołnierzy włoskich, pozbawionych wystarczającej liczby środków transportu.
W bitwie pod El Alamejn wojska “osi” straciły 25 tysięcy żołnierzy zabitych i rannych oraz 30 tysięcy jeńców, 1000 dział i 320 czołgów. Alianci stracili 13 560 żołnierzy, w tym 4610 zabitych lub zaginionych, 500 czołgów zostało zniszczonych lub poważnie uszkodzonych.
Rommel uchodził na zachód, ale była to już droga donikąd. 7 listopada alianckie wojska inwazyjne wylądowały w kilku miejscach w Maroku i Algierii. Tymczasem niemieckie czołgi stawały z braku paliwa. 21. dywizja pancerna ugrzęzła w rejonie Marsa Matruh i jedyne, co mogła zrobić, to zakopać się w piach i oczekiwać, aż nadciągną jednostki VIII armii, aby stoczyć z nimi ostateczny bój. Rommel zdecydował się na krok rozpaczliwy. Nie czekając na zgodę Hitlera, wyruszył do kwatery głównej wodza w Gierłoży-Kętrzynie. Dotarł tam wczesnym popołudniem 28 listopada. Uzyskał zgodę na stawienie się przed Hitlerem i o 17.00 wszedł do niskiej sali sztabowej w bunkrze wodza. Hitler przez kilka minut zdawał się nie zauważać obecności Rommla, zajęty przeglądaniem dokumentów. Wreszcie odłożył papiery:
- Z czym pan przyjeżdża, feldmarszałku? - spytał oschle.
Rommel nie zamierzał bawić się w delikatność. Zwięźle, szybko przedstawił sytuację w Afryce Północnej.
- Dalsze pozostawanie naszych sił w Afryce Północnej grozi całkowitym ich zniszczeniem - zakończył.
- To jest defetyzm! - wybuchnął Hitler, którego słowa o możliwej klęsce wojsk niemieckich wyprowadziły z równowagi. - Niech pan zapamięta sobie, że w Rosji generałowie, którzy ośmielają się proponować wycofanie, stawiani są pod mur i rozstrzeliwani! - wrzeszczał.
- Mein Fuhrer - Rommel zachowywał spokój. - Trudno oceniać sytuację na afrykańskim froncie z kwatery w Prusach Wschodnich. Proszę, żeby pan zechciał wysłać generała Jodła lub feldmarszałka Keitla, aby dokonali inspekcji tam, na miejscu...
- Herr Generallfeldmarschall! - ryknął Hitler, tracąc już całkowicie panowanie nad sobą. - Kapituluj, jeżeli uważasz, że po to jesteś feldmarszałkiem. Jeżeli pan sądzi, że nie potrafi sobie poradzić, oznacza to, że pomyliłem się, dając panu stopień feldmarszałka. A teraz niech się pan wynosi! Precz!
Rommel bez słowa zasalutował i wyszedł z sali. W sekretariacie zatrzymał się na chwilę, aby ochłonąć. Drzwi otworzyły się i stanął w nich Hitler. Podszedł do Rommla i położył mu rękę na ramieniu.
- Musi mi pan wybaczyć - mówił już zupełnie innym głosem. - To bardzo trudny okres dla mnie. Wszystko powinno być dobrze. Proszę przyjść do mnie jutro i wtedy porozmawiamy spokojnie. To niemożliwe... nie można pogodzić się z myślą, że Afrika Korps może być zniszczony.
Następnego dnia Hitler uznał argumenty Rommla, że sprawą najwyższej wagi jest dostarczenie oddziałom niemieckim w Afryce paliwa, broni i amunicji. Interweniował w tej sprawie u Mussoliniego, a ponadto postanowił, że do Rzymu udadzą się Rommel i marszałek Rzeszy Herman Coring, aby na miejscu dopilnować wysłania do Afryki niezbędnego zaopatrzenia.
Wyruszyli bezzwłocznie specjalnym pociągiem Goringa, ale już pierwsze dni w Rzymie bardzo Rommla rozczarowały. Marszałek Rzeszy nie znajdował czasu na organizowanie konwojów. Bardziej zajmowało go zdobywanie obrazów i rzeźb do prywatnej kolekcji. Rommel uznał, że dalszy pobyt w Rzymie jest stratą czasu i powrócił do Afryki. Dostawy, które nadeszły, starczały do zaleczenia ran Panzerarmee, ale nie do rozbudowy sił niemieckich.
Jeszcze raz “Enigma” przesądziła o biegu bitew. Rommel nie informował już Berlina i Rzymu o planach. Dlaczego? Stracił wiarę w możliwość uzyskania pomocy większej niż to, co w skąpych ilościach napływało w ładowniach włoskich statków? A może przestał wierzyć “Enigmie”? W każdym razie nasłuch brytyjski i kryptolodzy w Bletchley Park nie znajdowali nic istotnego w jego depeszach.
To zmyliło szefa wywiadu amerykańskiego w kwaterze generała Dwighta Eisenhowera, brygadiera E. Mockler-Ferrymana, który nie miał żadnego doświadczenia w walkach z Niemcami. Uważał, że gdy gotują się do walki, to na prawo i lewo rozsyłają radiogramy. Ich brak uznał za potwierdzenie bezradności nieprzyjaciela i informował swoich przełożonych, że Rommel nie planuje ataku. Ten błąd kosztował Amerykanów wiele: pod Kasserine ponieśli bolesną porażkę.
Był to jednak ostatni sukces Rommla w wojnie na pustyni. 6 marca czołgi Panzerarmee uderzyły na wojska brytyjskie, które były dobrze przygotowane do odparcia ataku. Ogień ośmiuset dziesięciu dział, rozmieszczonych przez generała Montgomery’ego na froncie o długości czterdziestu trzech kilometrów, zniszczył osiemdziesiąt osiem czołgów ze stu czterdziestu, które rozpoczęły bitwę. Była to ostatnia bitwa Rommla na pustyni. Dwa dni później, na rozkaz Hitlera, w tajemnicy opuścił Afrykę. Jego miejsce zajął generał von Arnim. Niewiele mógł już zdziałać i w maju 1943 r. wojska niemiecko-włoskie skapitulowały. W Afryce zakończyła się wielka wojna szpiegów, szyfrów, fałszywych depesz i oddziałów, których nigdy nie było.
Brytyjczycy doskonale zapamiętali, jak wielką rolę w zmaganiach pancernych dywizji odegrał podstęp. Wszystkie doświadczenia wykorzystali w organizacji największej operacji desantowej w historii świata: inwazji na Normandię.
Autor: Bogusław Wołoszańsi Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Opublikowane: 2005-09-26 (287 odsłon)  [ Wróć ] Biblioteka index |