Załóż konto Strona główna  ·  Foto  ·  Download  ·  Twoje konto  ·  Wyślij newsa  ·  Forum  

Menu strony
Radio Radio
TV Video-stacja
Forum
Regulamin & Kontakt
Wyraź siebie
Twoje konto

Zasoby

Ostatnie posty na Forum?

Społeczność TS

Śmierć Marszałka - Rozdział 25 (Kategoria >> Sensacje XX Wieku)
“Kondor” Wzywa


Strona: 2/2

Eppler odliczył napiwek i wyszedł z baru, zapominając szybko o proteście barmana, któremu nie chciało się wymieniać funtów brytyjskich na egipskie. Skierował się do klubu w hotelu “Metropolitan”, gdzie można było spotkać korespondentów wojennych. Rozmowy z nimi Eppler uważał za równie interesujące jak z brytyjskimi oficerami. Tym razem jednak nie miał zamiaru wdawać się w dyskusje, kto wygra tę wojnę. Podczas poprzedniego pobytu zauważył nową kelnerkę, Yvette. Przyglądał się jej uważnie i doszedł do wniosku, że pójście z nią do łóżka jest tylko sprawą ceny. Nie mylił się. Nad ranem wyciągnął portfel z kieszeni koszuli leżącej na krześle i zapłacił 20 funtów. Nie zwrócił uwagi, że dziewczyna bacznie przygląda się zwitkowi banknotów w jego portfelu. Popełnił drugi błąd...
Tego samego ranka Yvette zameldowała się u swojego przełożonego, szefa żydowskiej agencji wywiadowczej, blisko współpracującej z brytyjskim kontrwywiadem MI-5.
- Jestem przekonana, że jest niemieckim szpiegiem - relacjonowała spotkanie z Epplerem.
- Dlaczego tak sądzisz?
- Odnoszę wrażenie, że mówi z obcym akcentem. Jest bardzo bogaty. Widziałam w jego kieszeni portfel wypchany banknotami - dziewczyna zataiła fakt, że Eppler zapłacił jej za noc z nim spędzoną.
- Musisz mu się baczniej przyjrzeć. To, że ma dużo pieniędzy, nie oznacza jeszcze, że jest szpiegiem - szef, którego nazywano “Toik”, zdawał sobie sprawę, że nie należy lekceważyć żadnego sygnału. Yvette nie miała dużego doświadczenia, ale jej dotychczasowe działania wskazywały, że jest bardzo bystra i ma intuicję. - Jeżeli twoje podejrzenia potwierdzą się, telefonuj natychmiast pod ten numer - napisał na kartce kilka cyfr. Gdy wyszła, rozważał jeszcze przez chwilę jej słowa i sięgnął po słuchawkę telefonu.
- Chciałbym rozmawiać z majorem - nie podał nazwiska, ale sekretarka szefa kontrwywiadu, majora Anthony’ego Sansoma, wiedziała, że nie należy zadawać zbędnych pytań ludziom, których głos słyszała w słuchawce telefonu stojącego w pewnym oddaleniu od innych aparatów. Numer tego telefonu znali tylko dobrzy znajomi szefa.
Telefonuję do pana, majorze, w sprawie, która może być ważna. “Toik” nie znosił wymieniać swojego nazwiska. Podwładni twierdzili, że ma ich tyle, iż nie pamięta, komu którym się przedstawiał. W rozmowach z Sansomem było to niepotrzebne, gdyż ten poznawał go doskonale po głosie.
- Gdzie się spotkamy?
- Jak zwykle - “Toik” odłożył słuchawkę. Nie lubił rozmawiać długo, gdyż rodziło się niebezpieczeństwo ustalenia, z jakiego numeru telefonuje.
Widywali się rzadko i bardzo dbali, aby nie spotykać się w tym samym miejscu. Pod koniec każdego spotkania ustalali, gdzie zobaczą się ponownie. Tym razem była to niewielka smażalnia ryb nad brzegiem Nilu.
“Toik” zapoznał majora z podejrzeniami Yvette. Sansom słuchał uważnie, przekonany coraz bardziej, że mężczyzna z portfelem wypchanym banknotami może być szpiegiem, którego poszukiwał. Kilka dni wcześniej przywieziono do Kairu dwóch jeńców, wziętych podczas szturmu na posterunek nasłuchowy kapitana Seebohma. Nadano im nazwiska “Aberle” i “Weber” - to dla tajności całej akcji - i przystąpiono do przesłuchań. Trzymali się dzielnie i nie pisnęli ani słowa o przeznaczeniu angielskiej książki, znalezionej w samochodzie dowódcy Fernmeldeaufklarung Kompanie.
Dokładne oględziny książki ujawniły, że na okładce wymazano gumką cenę - 50 eskudos. Książkę kupiono więc w Portugalii, a tam nie było dużo księgarni sprzedających angielskie wydawnictwa. Można było przypuszczać, że uda się ustalić, gdzie ją kupiono, a może nawet - kto ją kupił. Wkrótce ludzie z MI-6 w Lizbonie powiadomili Kair, że znaleźli księgarnię, w której 3 kwietnia 1942 r. asystent attache wojskowego ambasady niemieckiej zakupił sześć książek. Podejrzenia, że “Rebecca” była kluczem do szyfru, potwierdzały się.
- To, oczywiście, niewielkie poszlaki - “Toik” kończył opowieść o Epplerze - lecz pomyślałem, majorze, że pana to zainteresuje.
- Tak, jak najbardziej - skwapliwie przytaknął Sansom, po chwili zreflektował się. - Pracujemy nad czymś podobnym. Pana uwaga może być nam pomocna. Poinformuje mnie pan o nowych rewelacjach tej dziewczyny? No, jak jej na..
- Oczywiście, poinformuję pana - “Toik” przerwał dość naiwną próbę poznania imienia dziewczyny.
Tego samego dnia na nabrzeżu, przy którym cumowała łódka Epplera i Monkastera, pojawił się nowy żebrak. Każdego dnia przychodziło tam wielu nędzarzy przeszukujących kosze z odpadkami wyrzucanymi z łodzi, siedzących w kucki w cieniu muru magazynu lub wylotu wąskich uliczek, gdzie piekące słońce nie zaglądało nigdy. Nowy żebrak usadowił się w miejscu, z którego było doskonale widać łodzie Epplera i Hekmeth. Dokładnie notował w pamięci każdy ruch obserwowanych. Nie uszło jego uwagi, że wieczorami podjeżdżał na nabrzeże Zamalek samochód, z którego wysiadał brytyjski oficer...
Major Sansom już następnego dnia po rozmowie z “Toikiem” otrzymał nowe materiały. Zgłosił się do niego intendent i wyjął z teczki kilkadziesiąt banknotów pięciofuntowych.
- Są fałszywe - powiedział, rozkładając je równo na stole. - Zostały podrobione bardzo dobrze i dlatego należy podejrzewać, że pochodzą z państwowej wytwórni w Niemczech...
Major wziął jeden z banknotów do ręki.
- Skąd je pan ma? - przyglądał się uważnie, ale nie mógł dostrzec śladów fałszerstwa.
- Ten, który pan trzyma... - intendent zawiesił głos, przyjrzał się numerowi banknotu i sprawdził w swoich notatkach - został wypłacony barmanowi w “Turf Club” dwa dni temu przez brytyjskiego kapitana. Barman nie zna go bliżej.
- Wie pan, skąd pochodzą inne banknoty?
- Tak, 300 funtów przyniósł do mojego biura grecki kupiec. Otrzymał je od człowieka mieszkającego na łodzi...
- W Zamalek - przerwał mu Sansom.
- Zgadza się. Dwaj mężczyźni zapłacili za dużą ilość jedzenia i picia. Wygląda na to, że przygotowywali przyjęcie...
- Dziękuję panu - Sansom wstał. - To wszystko jest bardzo ważne.
Po wyjściu intendenta major nakazał, aby cały rejon, w którym mieszkali Eppler i Monkaster, został otoczony przez żandarmerię.
- Odpowiada pan za to, żeby ci ludzie nie zniknęli w gorącym powietrzu pustyni, poruczniku - zakończył rozkaz.
Tego samego ranka Yvette weszła na pokład łodzi Epplera. Zapukała do drzwi kabiny, ale nikt nie odpowiedział. Weszła do środka. Na korytarzu walały się puste butelki po alkoholu, wszędzie widać było ślady nocnej libacji. Eppler spał w swojej kabinie i próby obudzenia go nie powiodły się. Yvette usiadła przy niewielkim biurku, zastanawiając się, czy zaczekać na przebudzenie Epplera. Doszła jednak do wniosku, że będzie trwało to za długo i postanowiła zostawić mu parę słów. Rozejrzała się po biurku w poszukiwaniu papieru i ołówka. Jej wzrok padł na książkę “Rebecca” i wystającą spomiędzy stronic kartkę. Widać było starannie zapisane długie kolumny cyfr. Yvette nie miała wątpliwości, że jest to szyfr. Zaczęła kartkować książkę, zwracając uwagę, że niektóre stronice są przybrudzone. Wynotowała dokładnie ich numery i spisała cyfry z kartki, którą następnie schowała z powrotem między stronice książki. Odłożyła ją na miejsce i upewniwszy się, że Eppler śpi, wymknęła się z łodzi. Przebiegła kilkanaście kroków i skrę
ciła w uliczkę, gdzie powinny stać riksze.
- Nie tak szybko, panienko! - usłyszała za sobą. Odwróciła się zaskoczona i zobaczyła żebraka. Schwycił ją mocno za rękę.
- Policja, pójdziesz ze mną - wepchnął ją do rikszy. - Jedź na komisariat - powiedział kierowcy.
Major Sansom nie wiedział o aresztowaniu Yvette. Na 10 sierpnia zaplanował wielką obławę, w wyniku której w jego sieci mieli wpaść niemieccy agenci.
Dzielnica Zamalek została otoczona wojskiem i obława powoli zbliżała się do łodzi Epplera. Ten obudził się, gdy usłyszał tupot butów na pokładzie. Miał na tyle przytomności, że dopadł drzwi i podparł je dużą, ciężką sztabą przygotowaną wcześniej na podobną okazję.
- Wyrzuć radiostację i szyfry - krzyknął do Monkastera, który oszołomiony stał w korytarzu.
Drzwi zaczęły pękać pod ciosami kolb. Eppler schwycił dużą, mosiężną popielnicę, uchylił bulaj i wyrzucił ją na pokład. Łomot do drzwi gwałtownie ustał, a żołnierze brytyjscy, przekonani, że na pokładzie jest granat, czmychnęli na nabrzeże i do wody. Dało to szpiegom kilka bezcennych minut. Monkaster wyrzucił przez zawór denny radiostację, a Eppler w tym czasie podpalił książkę. Kartki zaczęły czernieć i zwijać się w płomieniach, gdy żołnierze rozpoczęli ponowny szturm do drzwi. Eppler, obawiając się, że płomienie nie zniszczą całkiem książki, wyrzucił ją w ślad za radiostacją. Patrzył, jak tonie powoli, a żołnierze już sforsowali drzwi i wdarli się do korytarza.
- Zabijcie mnie! No, strzelajcie! - krzyczał. - Nie zastrzelicie mnie. Musicie wziąć żywego...
Przerwał mu silny cios kolbą w kręgosłup i nieprzytomny Eppler osunął się na ziemię.
Major Sansom nie torturował osobiście Epplera. Zadawanie bólu przesłuchiwanym traktował jako przykry obowiązek i zlecał go podwładnym. Mijały jednak dni, a z Niemców nie udawało się wydobyć ani słowa. Trzeciego dnia zaaplikowano im skopolaminę. Bez rezultatu. Pomoc nadeszła z najmniej spodziewanej strony. Z dna Nilu podniesiono łódź Epplera i przy tej okazji wygrzebano z mułu radiostację. Nie nadawała się do użytku, ale można było odczytać częstotliwość, na które nadawano szyfrogramy. Dokładniejsze poszukiwania umożliwiły odnalezienie “Rebecki”. Ogień zniszczył wiele kartek, ale nie było to ważne, gdyż Brytyjczycy mieli nie naruszony egzemplarz, znaleziony w samochodzie kapitana Seebohma. Późnym wieczorem zadzwonił “Toik”:
- Panie majorze, to sprawa nie cierpiąca zwłoki - mówił pośpiesznie.
- Koniecznie o tej porze? - Sansom był zmęczony po całym dniu pracy i nie miał ochoty na spotkanie.
- Niedokładnie się wyraziłem. Powinienem powiedzieć: na pana miejscu nie zwlekałbym ani sekundy...
Gdy się spotkali, “Toik” wyjaśnił, że jego agentka zaginęła kilka dni temu. Był przekonany, że popełniła jakiś błąd i ludzie, których śledziła, zlikwidowali ją. Skoro jednak zwłoki nie znalazły się przez dwa dni, zaczął rutynowo dowiadywać się w komisariatach, czy nie wiedzą nic na jej temat. W ten sposób trafił na ślad. Został poinformowany, że aresztowano ją pod zarzutem kradzieży na łodzi Epplera. Sprawdził datę - było to tuż przed angielską obławą.
Sansom natychmiast nakazał zwolnić dziewczynę z więzienia.
W jej torebce zachował się zwitek papieru, na którym zanotowała strony książki i kolumny cyfr gotowego szyfrogramu. Zeznania Epplera nie były już potrzebne. Kryptolodzy w ciągu kilku dni odtworzyli zasady szyfrowania przez “Kondora” depesz. 25 sierpnia “Kondor” wznowił nadawanie. Kto siedział przy radiostacji? Eppler, Monkaster czy może Brytyjczyk? Ostatnia możliwość jest najmniej prawdopodobna. Bez współpracy któregoś z Niemców nadawanie depesz byłoby niemożliwe, każdy ze szpiegów miał bowiem znaki, które wprowadzał do tekstu depeszy, aby ostrzec odbiorców, że został zdekonspirowany i zmuszony do nadawania. Brak w tekście pewnych sygnałów oznaczało z kolei, że jest ona nadawana przez nie wtajemniczoną osobę. Ponadto Brytyjczycy musieli liczyć się z niebezpieczeństwem, że odbiorcy depesz znali doskonale styl meldunków i szyfrów “Kondora”. Nagła zmiana byłaby sygnałem dla Niemców, że ich agent został aresztowany, a nadawanie przejęli nieprzyjaciele.
Eppler stanął przed sądem, który wydał na niego wyrok śmierci. Był to sfingowany sąd i wyrok. Brytyjczycy mieli nadzieję, że niemiecki szpieg
“skruszeje” w celi śmierci i zgodzi się wyjawić tajemnice. Mijały dni, a Eppler nie zdradzał ochoty do mówienia. Nie wiadomo, jak o jego sprawie dowiedział się przebywający w Kairze premier Winston Churchill. Podobno zdecydował się osobiście przesłuchać Niemca. W czasie rozmowy zapewnił Epplera, że nie zostanie stracony, jeżeli zgodzi się podjąć współpracę z wywiadem brytyjskim. Męczony przez wiele dni, skazany na śmierć, Eppler załamał się, słysząc obietnicę szefa brytyjskiego rządu. Zgodził się na współpracę. I to prawdopodobnie on w dalszym ciągu wysyłał w eter szyfrogramy z podpisem “Kondor”. Ich treść dyktowali Brytyjczycy...







Poprzednia strona Poprzednia strona (1/2)


Autor: Bogusław Wołoszańsi

Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.



Opublikowane: 2005-09-26 (652 odsłon)

[ Wróć ] Biblioteka index


Wszelkie prawa zastrzeżone 2004-2012 © Twoja-Strona.Net. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu

Teledyski.Info | Pobieracz.Net | Hostuje.net | Torenty.biz | Wordpressy.pl | 1ts.pl

System Cache v1.0 włączony. Kopia cache.