Załóż konto Strona główna  ·  Foto  ·  Download  ·  Twoje konto  ·  Wyślij newsa  ·  Forum  

Menu strony
Radio Radio
TV Video-stacja
Forum
Regulamin & Kontakt
Wyraź siebie
Twoje konto

Zasoby

Ostatnie posty na Forum?

Społeczność TS

Uwaga! Tu Gliwice... (Kategoria >> Focus)


Hitlerowi zależało na przekonaniu opinii światowej, że Niemcy zostały do wojny sprowokowane...
Napad na radiostację w Gliwicach to najsłynniejsza hitlerowska prowokacja poprzedzająca wybuch II wojny światowej. Nie jedyna. Już od wiosny 1939 roku niemiecka prasa i radio donosiły o dokonywanych przez Polaków aktach terroru, wymierzonych przeciwko Niemcom mieszkającym w Polsce lub na terenie Wolnego Miasta Gdańska. Pisano więc o podpalanych domach niemieckich patriotów, bezczeszczonych niemieckich cmentarzach i świątyniach, niszczonych teatrach, gospodach, klubach. Niektóre przypadki, o których donoszono, w ogóle nie miały miejsca, ale Hitlerowi nie chodziło o prawdę, lecz jedynie o efekt propagandowy.
Działaniami dywersyjnymi kierowały służby wywiadowcze Trzeciej Rzeszy - Abwehra (wywiad wojskowy) i przede wszystkim Służba Bezpieczeństwa SS (Sichercheistdiendst, SD), na której czele stał SS-Gruppenführer Reinhard Heydrich. I to właśnie Heydrich wpadł na pomysł, by w dzień przed planowaną przez Hitlera zbrojną napaścią na Polskę przeprowadzić kilka pozorowanych ataków na niemieckie obiekty przygraniczne, zorganizowanych w taki sposób, żeby wyglądały na dzieło Polaków. Dałoby to Führerowi tak upragniony przez niego propagandowy pretekst do rozpętania wojny.


Na początku sierpnia 1939 roku szef SD poinformował o swym pomyśle Hitlera i uzyskał jego pełną akceptację. Natychmiast rozpoczęto selekcję przyszłych wykonawców prowokacji. Potrzebni byli esesmani doskonale znający język polski. Wybrano ich około 250 i skierowano na szkolenie do tajnego ośrodka SS w Bernau pod Berlinem. Przedsięwzięciu nadano kryptonim "Operation Tannenberg".
Początkowo Heydrich nie potrafił dokładnie określić, na jakie obiekty i kiedy mają nastąpić ataki. Założył jedynie, że będzie to gdzieś na terenie niemieckiej części Górnego Śląska.
Najbliższym współpracownikiem Heydricha został SS-Oberführer Heinrich Müller, wyjątkowo bezwzględny szef gestapo, którego nazwisko stało się z czasem symbolem policyjnego terroru. Zwano go krótko "Gestapo-Müller", a jego oryginalnym wkładem w operację "Tannenberg" był pomysł, by na miejscu ataków pozostawiać zwłoki ludzi odpowiednio ubranych, z polskimi dokumentami, listami, biletami itp. - żeby można ich było wziąć za polskich żołnierzy lub powstańców.
Owe "konserwy" - jak nazywane były przyszłe ofiary - Müller zamierzał wybrać spośród więźniów obozów koncentracyjnych (m.in. Sachsenhausen). Ludzie ci mieli być najpierw odpowiednio przygotowywani: myci, goleni, ubierani w stosowne stroje (cywilne lub wojskowe), a następnie odurzani silnymi środkami, półprzytomni dowożeni na miejsce akcji i tam zabijani. "Trupy muszą być świeże" - podkreślał cynicznie szef gestapo. "Żeby nikt nie miał wątpliwości". Do operacji "Tannenberg" przewidział "użycie" 12-13 "konserw".
Oprócz Müllera w skład dowództwa operacji wchodzili SS-Obersturmführer Otto Hellwig - komendant Szkoły Policji Bezpieczeństwa w Berlinie-Charlottenburgu, SS-Standartenführer Hans Trummler - komendant Szkoły Policji Granicznej w Pretsch nad Łabą, SS-Oberführer Otto Rasch - szef placówki gestapo w Linzu, a także SS-Oberführer Herbert Mehlhorn - szef Wydziału Kontroli w Głównym Urzędzie SD. Wszyscy zostali zobowiązani do zachowania ścisłej tajemnicy.
W sprawie ustalenia szczegółów operacji Heydrich postanowił naradzić się z szefem opolskiego gestapo SS-Sturmbannführerem Emanuelem Schäferem. Poleciał do Opola 9 sierpnia i spotkał się z nim już na lotnisku w Prudniku. "Pamiętam dobrze, że Heydrich położył swą teczkę i płaszcz na skrzydle samolotu i powiedział do mnie, że Führer potrzebuje pretekstu do wojny" - relacjonował poźniej Schäfer.
Z lotniska razem odjechali do Gliwic. Zatrzymali się w Domu Górnośląskim (Haus Oberschlesien), najbardziej luksusowym hotelu w mieście, gdzie urządzili naradę. W trakcie dyskusji plan operacji "Tannenberg" zaczął się wreszcie krystalizować. Ustalono, że należy przygotować dwie akcje - jedną z użyciem kompanii, drugą zaś z wykorzystaniem jednostki w sile plutonu. Schäferowi wyznaczono - jak sam opowiadał - "zadanie wycofania policji granicznej w momencie rozpoczęcia akcji, aby uniknąć wszelkich z nią konfliktów".
Następnego dnia Schäfer zabrał Heydricha i towarzyszącego mu Hellwiga na objazd wzdłuż granicy. Po długich poszukiwaniach udało się im znaleźć obiekty odpowiednie dla przeprowadzenia operacji - leśniczówkę niedaleko Byczyny (Pitschen), na północ od Kluczborka oraz urząd celny w Stodołach (Hochlinden) w strefie nadgranicznej między Gliwicami i Raciborzem. Wnioski z obserwacji skłoniły Heydricha, by do zaplanowanych już akcji dodać jeszcze jedną - sfingowany napad na radiostację w Gliwicach.
Do tego pomysłu szef SD przywiązywał szczególną wagę. Wkrótce też akcja gliwicka przyćmiła pozostałe, sprawiając, że cała operacja "Tannenberg" identyfikowana jest właśnie z nią.

10 sierpnia Zaraz po powrocie z Opola Heydrich wzywa do siebie SS-Sturmbannführera Alfreda Naujocksa, jednego z najlepszych specjalistów od sabotażu i prowokacji w Głównym Urzędzie SD. Rozkazuje mu zebrać niewielki oddział (5-6 ludzi) i wyjechać do Gliwic, gdzie w "odpowiednim momencie" otrzyma sygnał do rozpoczęcia akcji.
Wybór Heydricha nie jest przypadkowy. Naujocks wydaje się być ideałem człowieka do takich zadań. Ten młody, zaledwie 28-letni oficer ma już na swoim koncie kilka spektakularnych akcji dywersyjno-terrorystycznych. Jest inteligentny, opanowany i lojalny.
"Heydrich powiedział mi, że dla zagranicznej prasy i dla niemieckiej propagandy potrzebny jest dowód agresywnego działania ze strony Polski" - zezna Naujocks przed Trybunałem Norymberskim kilka lat później. "Miałem opanować radiostację i utrzymać ją dopóty, dopóki nie zostanie wygłoszone przemówienie przez jakiegoś dobrze mówiącego po polsku Niemca, przydzielonego do mojej dyspozycji. Heydrich polecił mi, aby w przemówieniu podkreślić, że nadszedł czas rozprawy między Polską a Niemcami i że Polacy zabiją każdego Niemca, który będzie stawiał opór".
Powierzając Naujocksowi to arcyważne z punktu widzenia interesów Rzeszy zadanie, Heydrich kategorycznie zabrania mu jakichkolwiek kontaktów z władzami niemieckimi w Gliwicach. Akcja musi zostać przygotowana i przeprowadzona w taki sposób, aby władze zareagowały na nią w sposób naturalny, jakby miały do czynienia z autentycznym wrogim atakiem. Żadnemu z uczestników nie wolno mieć przy sobie jakichkolwiek dokumentów wskazujących na niemieckie obywatelstwo czy przynależność do SS, SD albo policji.
Heydrich nie podaje Naujocksowi dokładnego dnia przeprowadzenia akcji. Termin zależy od wielu czynników, wśród nich także od zewnętrznej sytuacji politycznej, choćby zachowania sojuszników Polski, ale w szczególności od decyzji Hitlera określającej moment rozpoczęcia działań wojennych. Ustala jedynie godzinę ataku na ósmą wieczorem, uznając, że ta pora będzie najlepsza z trzech powodów. Po pierwsze, o 20.00 pod koniec sierpnia w tym rejonie jest już dość ciemno, po drugie, to czas, w którym wszyscy ludzie przebywają w domu i słuchają radia. Jednocześnie nie jest to jeszcze tak późna pora, aby obecność przechodniów budziła podejrzenie. Naujocks nie ma zastrzeżeń.
Heydrich w pełni ufa kwalifikacjom Naujocksa. Wie, że powierzone mu zadanie zostanie wykonane zgodnie z planem. Może więc skupić się nad pozostałymi elementami operacji "Tannenberg" - prowokacjami w okolicach Byczyny i w Stodołach. Robi to wspólnie z Oberführerem Mehlhornem, którego ceni za zdolności organizacyjne i któremu zamierza powierzyć kierowanie całym przedsięwzięciem.
Jednak Mehlhorn obawia się wzięcia na siebie odpowiedzialności za realizację tego skrajnie niebezpiecznego planu, który może w dodatku zrujnować Rzeszy opinię. Przeprowadzenie tajnej operacji na taką skalę uważa wręcz za szaleństwo i wymawia się chorobą. Heydrich ustępuje, zobowiązując go jedynie do nadzoru przygotowań do obu akcji.

11 sierpnia Podczas kolejnej narady w biurze Heydricha omawiane są szczegóły akcji w Stodołach, którą ma przeprowadzić oddział Otto Hellwiga, pozorując napad polskiego wojska na niemiecką komorę celną, oraz w Byczynie - dowodzona przez Otto Rascha specjalna jednostka udająca grupę polskich powstańców ma ostrzelać tamtejszą leśniczówkę.
Heydrich ustala hasła obowiązujące w czasie operacji "Tannenberg". "Mały głuszec" to sygnał dla dowódców operacyjnych w Byczynie i Stodołach do zaalarmowania swych oddziałów. "Wielki głuszec" to sygnał wzywajacy oddziały do zajęcia pozycji wyjściowych. "Agata" to rozkaz rozpoczęcia akcji.
Operacja gliwicka ma osobne hasło "Babcia umarła", które oznacza natychmiastowe przystąpienie komanda Naujocksa do ataku na radiostację. Rozesłaniem haseł we właściwym momencie Heydrich zajmie się osobiście.
Tymczasem dowódca akcji w Gliwicach przygotowuje się do wypełnienia misji. Ma zaledwie dwa dni na wstępne opracowanie planu, napisanie i przetłumaczenie tekstu przemówienia, a także na dobranie odpowiednich ludzi spośród funkcjonariuszy SD (esesmani szkoleni w Bernau wezmą udział w dwóch pozostałych akcjach operacji "Tannenberg"). Potrzebuje człowieka świetnie mówiącego po polsku, a przede wszystkim doskonałego technika radiowego, który będzie w stanie w krótkim czasie w zupełnie nieznanej stacji nadawczej wyłączyć emitowany program, włączyć mikrofon i nadać odezwę.
Ostatecznie udaje mu się znaleźć na czas właściwych ludzi. Nie są znane ich nazwiska, jedynym zidentyfikowanym członkiem oddziału jest kierowca Naujocksa Fedor Jansch.

13 sierpnia Komando opuszcza Berlin i jedzie do Gliwic. Jeszcze tego samego dnia cała siódemka melduje się w dwóch różnych gliwickich hotelach, przy czym dowódca kwateruje w Haus Oberschlesien.
W oczekiwaniu na rozkaz rozpoczęcia akcji, głównym zadaniem ludzi Naujocksa pozostaje "nierzucanie się w oczy". Nie mogą uczestniczyć w przygotowaniach, gdyż wobec narzuconej ścisłej klauzuli tajności nie wiedzą nawet, jakie zadanie ich czeka. Szczegóły akcji poznają bezpośrednio przed jej rozpoczęciem.
Natomiast Naujocks musi zorientować się, w jaki sposób radiostacja jest zabezpieczona i czy można do niej wejść bez narażania się na większy opór strażników. Rozpoznaje teren i stwierdza, że nie ma nawet straży zakładowej, zaś portier pilnuje bramy tylko dorywczo.

27 sierpnia Naujocks jedzie do Opola, by spotkać się z Müllerem w sprawie "konserw". Wprawdzie do realizacji zadania podrzucanie trupów nie jest mu potrzebne, a nawet uważa je za zbędną komplikację, jednak wobec rozkazów "z góry" jest bezradny. Udaje mu się jedynie wytłumaczyć szefowi gestapo absurdalność pomysłu podrzucania ciał ubranych w polskie mundury. Przecież na radiostację ma napaść grupa "polskich powstańców". Müller daje się przekonać. "No, dobrze" - mówi. "Dostanie pan jednego. I będzie po cywilnemu".
W przypadku akcji w Gliwicach "konserwą" nie może być anonimowy więzień obozu koncentracyjnego. Powinien to być ktoś, kto swym "udziałem" w napadzie uprawdopodobni wersję o polskiej prowokacji. Müller znajduje takiego człowieka - jest nim Franciszek (Franz) Honiok ze wsi Łubie (Hohenlieben), niedaleko Gliwic. Choć mieszka w niemieckiej części Śląska, Honiok od lat otwarcie sympatyzuje z Polską. Walczył nawet po polskiej stronie w trzecim powstaniu śląskim.
Dla Naujocksa nie ma znaczenia, czyje zwłoki zostaną odnalezione. Ważniejszy jest czas i sposób przekazania ciała. Müller zapewnia go, że dostarczy "konserwę" między 20.00 i 20.10. "Zostawię na zewnątrz dwóch ludzi, którzy umożliwią pańskim dotarcie na teren radiostacji" - odpowiada Naujocks.

31 sierpnia, południe Zapada decyzja o inwazji na Polskę. Kilka minut przed godz. 13.00 naczelne dowództwo Wehrmachtu przekazuje wszystkim placówkom dowodzenia rozkaz Hitlera: atak nazajutrz o godz. 4.45. Rozkaz Hitlera rozchodzi się błyskawicznie. Dociera także do Heydricha, który natychmiast alarmuje jednostki biorące udział w operacji "Tannenberg". Dowódcy akcji w Byczynie i Stodołach otrzymują najpierw hasło "Mały głuszec". Potem dotrze do nich "Wielki głuszec" i wreszcie późnym wieczorem - "Agata", po którym ich oddziały przystąpią do wykonania zadań.
Około godziny 16 W swej gliwickiej kwaterze w Haus Oberschlesien Naujocks odbiera bezpośredni telefon od Heydricha. Słyszy jedynie: "Proszę o odwrotny telefon". Oddzwania do adiutantury, gdzie łączą go z szefem. Heydrich wypowiada tylko dwa słowa: "Grossmutter gestorben" ("Babcia umarła").
Naujocks nie spieszy się, zachowuje zimną krew. Przecież atak na radiostację zaplanowano dopiero na godzinę 20.00. Zawiadamia jedynie swoich ludzi, żeby stawili się w jego pokoju o godzinie 19.00.
Tymczasem o swym zadaniu nie zapomina Sturmbannführer Schäfer, który ma zadbać, by policja graniczna nie utrudniała wykonania zadania. To z jego rozkazu komendant policji w Gliwicach wzywa do siebie szefa I rewiru płk. Karla Lubaua. Oświadcza mu, że straż policyjną przy radiostacji należy wycofać, ponieważ odtąd pilnowanie rozgłośni przejmuje policja bezpieczeństwa (Sichercheistpolize, Sipo) na specjalne rozporządzenie Reichsführera SS Heinricha Himmlera. Zluzowaną wartę zastępują nowi funkcjonariusze Sipo, którzy w odpowiednim momencie "znikną".

Godzina 19.10 W pokoju nr 7 hotelu Haus Oberschlesien zbiera się komando Naujocksa. Dowódca przekazuje swoim ludziom szczegóły akcji. Dopiero teraz dowiadują się, że mają pozorować napad polskich powstańców na niemiecką rozgłośnię w Gliwicach, w trakcie którego jeden z nich nada odezwę w języku polskim. Naujocks informuje ich też, że inna grupa podrzuci w pobliże radiostacji zwłoki człowieka, pozorując w ten sposób śmierć jednego z "Polaków".
Nikt nie sprawia wrażenia zaskoczonego. Wszyscy są przyzwyczajeni do otrzymywania i wykonywania rozkazów. Naujocks upewnia się tylko, czy nie mają przy sobie czegoś, co w razie niepowodzenia mogłoby zdradzić ich prawdziwą tożsamość. Sprawdzają jeszcze tylko broń i są gotowi do wyjazdu.

Godzina 19.45 Wreszcie opuszczają hotel. Od Tarnowitzer Landstrasse (ul. Tarnogórska), gdzie zlokalizowane są obiekty radiostacji, dzielą ich około 2 kilometry. "Pojechaliśmy dwoma samochodami" - wspominał Fedor Jansch. "Zostawiliśmy pojazdy na ulicy i wszyscy poszliśmy do głównego budynku rozgłośni". Nie ma ani policji, ani straży, ani nawet portiera.
Tymczasem w budynku radiostacji siedzi grupka znudzonych strażników i pracowników technicznych. Sześć czy siedem osób, wśród nich telegrafista Nawroth, dyżurny mechanik Kotz oraz dozorca budynku Foitzik. Czekają na wieczorne wiadomości.

Godzina 20.00 W tym momencie pracownicy stacji zauważają, jak do widocznych przez szklaną ścianę drzwi podchodzi pięciu mężczyzn w cywilu (dwaj pozostali stoją na zewnątrz i czekają na "konserwę" od Müllera). Tajemniczy goście są już na schodach do studia, kiedy wychodzi do nich dozorca Foitzik, otwiera szklane drzwi i pyta: "Czego panowie sobie życzą?". W odpowiedzi mężczyźni wyciągają pistolety, krzycząc po polsku "Ręce do góry!". Jako pierwszy ich rozkazowi podporządkowuje się dyżurny policjant. Po chwili to samo robi reszta personelu. Zostają związani i sprowadzeni do piwnicy, gdzie przez cały czas będzie ich pilnował jeden z ludzi Naujocksa.

Godzina 20.02 Po spacyfikowaniu załogi komando Naujocksa rozkazuje swojemu technikowi radiowemu, by przygotował nadajnik. Kiedy mimo kilku prób radiowiec wciąż nie może podłączyć mikrofonu, Naujocks zaczyna wątpić w jego fachowość. Ale przecież w piwnicy są pracownicy rozgłośni. Z pewnością któryś z nich zna się na obsłudze urządzeń radiowych.
Na początek wybierają telegrafistę Nawrotha. Grożą mu pistoletem i biją po plecach. Chcą wiedzieć, co trzeba zrobić, by wyemitować audycję. Przerażony Nawroth oświadcza, że w tej chwili można nadawać tylko przy użyciu tzw. mikrofonu burzowego.
Ówczesne radiowe anteny nadawcze były ze względów bezpieczeństwa uziemiane w czasie burzy i w ten sposób zmieniały się w piorunochrony. Tym samym jednak niemożliwe stawało się nadawanie programu, dlatego w chwili spodziewanych wyładowań atmosferycznych przerywano audycję i właśnie za pomocą mikrofonu burzowego informowano o przerwie w emisji.

Godzina 20.04 Naujocks i jego ludzie są kompletnie zaskoczeni. Teraz dopiero dowiadują się, że rozgłośnia w Gliwicach nie nadaje własnego programu, ale tylko retransmituje audycję Radia Wrocław. Dociera do nich, że nie mogą, jak wcześniej planowali, po prostu odebrać mikrofonu spikerowi i odczytać komunikatu. Zresztą studio dziennikarskie mieści się w odległości 3 km przy Funkstrasse (ul. Radiowej), natomiast w opanowanym budynku znajdują się jedynie techniczne urządzenia nadawcze.
W tej sytuacji faktycznie jedynym sposobem dotarcia do radiosłuchaczy jest wykorzystanie owego mikrofonu burzowego. Ale w tej chwili nikt nie wie, gdzie jest schowany. Naujocks jest wściekły. Gorączkowe poszukiwania mikrofonu trwają blisko dziesięć minut.

Godzina 20.13 Ktoś znajduje go w końcu w szafce z narzędziami i podłącza. Udaje się przerwać bieżącą audycję i wyznaczony do zadania członek komanda zaczyna odczytywać antyniemiecki tekst. W tym czasie pozostali strzelają i pokrzykują po polsku - ma to przekonać słuchających, że w radiostacji trwa walka.
Zza okrzyków i strzelaniny daje się usłyszeć następujące słowa: "Uwaga! Tu Gliwice. Rozgłośnia znajduje się w rękach polskich...". Jeszcze jakieś szumy i trzaski... i koniec. Przemówienie trwa około minuty, lecz nie wiadomo, jak brzmiał jego dalszy ciąg. Być może mikrofon nie był sprawny albo nie został dobrze podłączony.

Godzina 20.14 Nagle, gdy Niemiec kończy odczytywać odezwę, do studia wbiega jakiś mężczyzna. Ludzie Naujocksa są tak zaskoczeni, że nie udaje im się go obezwładnić. To niejaki Klose, mieszkający w pobliżu pracownik radiostacji. Zaniepokojony zakłóceniami i polskim komunikatem, który usłyszał w radio, przybiegł sprawdzić, co się dzieje. Chce teraz jak najszybciej zawiadomić naczelnika urzędu telefonicznego o ataku na radiostację.
Naujocks pojmuje, że czas się wycofać. Jest nawet zadowolony. Udało się opanować radiostację i nadać przemówienie, a więc zadanie wykonane. Zarządza opuszczenie budynku, sam wychodzi jako ostatni. Przy drzwiach wyjściowych natyka się na leżącego Franza Honioka, przygląda mu się. Czy pomaga mu umrzeć?
Kwestia, czy Honiok był już martwy, kiedy gestapowcy Müllera zostawili go przy budynku radiostacji, pozostaje do dzisiaj nierozstrzygnięta. Jeśli jeszcze żył, to najprawdopodobniej zastrzelił go Naujocks. Tak zostało to przedstawione w NRD-owskim filmie z 1961 roku "Der Fall Gleiwitz" ("Sprawa Gliwic"). On sam jednak nigdy się do tego zabójstwa nie przyznał.

Około godziny 20.30 Naujocks wierzy, że mimo kłopotów wypełnił zadanie. Pędzi do Haus Oberschlesien, by telefonicznie zameldować Heydrichowi o powodzeniu operacji. "Wszystko przebiegło bez zarzutu, panie Gruppenführer" - melduje. I tu spotyka go srogie rozczarowanie. "Pan kłamie!" - odkrzykuje Heydrich. "Ja cały czas czekałem".
Szef SD jest wściekły. Rzeczywiście, cały wieczór spędził przy odbiorniku nastawionym na Radio Gliwice i bez najmniejszych zakłóceń słyszał wyłącznie Radio Wrocław. Nie zdawał sobie sprawy, że rozgłośnie wrocławska i gliwicka nadawały na tej samej częstotliwości, tyle że Wrocław ze znacznie większą mocą - 50 kW. Nadajnik w Gliwicach miał moc zaledwie 8 kW i jego sygnał nie docierał do Berlina.
Także Müller nie był zadowolony z wyników akcji. Jego zdaniem, wykonawcy zrobili za mało hałasu i nie wzbudzili żadnej sensacji. Jednak termin najazdu na Polskę jest już nieodwołalny i goebbelsowskiej machinie propagandowej musi wystarczyć tak słaby materiał.

Godzina 21.00 Jeszcze tego samego dnia oficjalna agencja prasowa Deutsches Nachrichtenbüro rozpowszechnia następujący komunikat: "Wrocław, 31 sierpnia. W czwartek, około godz. 20.00, w wyniku polskiego napadu zajęto radiową stację nadawczą w Gliwicach. Polacy siłą wtargnęli do pomieszczeń stacji. Udało się im wygłosić wezwanie w języku polskim, a częściowo po niemiecku. Jednak już po kilku minutach zostali obezwładnieni przez policję, którą zaalarmowali słuchacze radia z Gliwic. Policja została zmuszona do użycia broni, przy czym po stronie napastników byli zabici. Napad na radiostację w Gliwicach był widocznie sygnałem do powszechnego ataku polskich ochotników na terytorium niemieckie. Mniej więcej w tym samym czasie, jak można było dotąd stwierdzić, polscy powstańcy przekroczyli granicę niemiecką także w dwóch innych miejscach. Również w tych przypadkach chodziło o silnie uzbrojone oddziały, które prawdopodobnie były wspierane przez regularne polskie jednostki wojskowe. Napastnikom przeciwstawiły się oddzi
ały policji bezpieczeństwa, pełniące służbę graniczną".
Mimo tych ostro brzmiących słów, wydźwięk propagandowy całej operacji "Tannenberg" był mizerny. Starano się wprawdzie mydlić oczy własnym obywatelom, a także garstce zagranicznych korespondentów, z których część dała się nawet nabrać na tę szytą grubymi nićmi prowokację. Jednak nagłaśnianie niezbyt udanej akcji władcy Trzeciej Rzeszy uznali za bezsensowne. Ograniczyli się więc do uogólnień typu: "Polscy szaleńcy wtargnęli na terytorium niemieckie".
Jak zatem wytłumaczyć rozgłos, jaki osiągnęła prowokacja gliwicka, skoro nawet sami jej zleceniodawcy starali się ją zatuszować? Można przyjąć, że zrządził przypadek. Informację, że jedną z przyczyn wybuchu wojny był napad Polaków na radiostację w Gliwicach, Hermann Göring przekazał - w luźnej rozmowie - szwedzkiemu przemysłowcowi Birgelowi Dahlerusowi. Dahlerus zajmował się kontaktami między Göringiem a rządem brytyjskim, wiadomość ta natychmiast trafiła więc do Foreign Office. Wysoką rangę nieudana akcja w Gliwicach zyskała tylko przez to, że została wymieniona przez najważniejszego po Hitlerze dygnitarza Trzeciej Rzeszy.
Z czasem, mówiąc i pisząc o prowokacji gliwickiej, pomieszano z nią szczegóły związane z dwiema pozostałymi akcjami operacji "Tannenberg" w Byczynie i Stodołach. W efekcie w powszechnym obiegu zaczęła funkcjonować wersja, że na rozgłośnię w Gliwicach napadli niemieccy kryminaliści w polskich mundurach, których zaraz po akcji rozstrzelano. Ani pomieszanie faktów, ani nawet to, że prowokacja gliwicka nie zakończyła się spektakularnym sukcesem, nie mogło wpłynąć na przebieg wydarzeń. Wojna była nieunikniona.









Autor: Marek Kozłowski (Focus.pl)

Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.



Opublikowane: 2005-08-20 (319 odsłon)

[ Wróć ] Biblioteka index


Wszelkie prawa zastrzeżone 2004-2012 © Twoja-Strona.Net. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne z akceptacją regulaminu

Teledyski.Info | Pobieracz.Net | Hostuje.net | Torenty.biz | Wordpressy.pl | 1ts.pl

System Cache v1.0 włączony. Kopia cache.