|
Wiktor Hugo, podróżując po Szwajcarii, znalazł na dnie hotelowej szafy mocno zakurzoną książeczkę opatrzoną rycinami. Przedstawiały mężczyznę z wielkim brzuchem i profilem poliszynela, w surducie i kapeluszu o małej główce, wśród nagich kobiet...
Z treści książki wynikało, że miałby to być Napoleon Bonaparte, ohydny rozpustnik, ktoś w rodzaju Otella podszytego Don Juanem. Stąd całe stada dzieci, nieznanych spadkobierców tronu, żyjących po rozmaitych strychach lub zbierających odpadki i łachmany na miejscowych rogatkach. Wzburzony lekturą pisarz martwił się wrażeniem, jakie mogła wywrzeć ta książczyna, jeśli ktoś przesłał ją cesarzowi na wyspę Św. Heleny - miejsce ostatecznego wygnania. Niepokoje były bezpodstawne - Napoleon od dawna miał dostęp do podobnych paszkwili i zapewne się na nie uodpornił. Wiedział, że inspiracją do ich napisania była walka o prawa do francuskiego tronu, a nie miał zwyczaju obrażać się na armaty wroga. Gdyby ta wydana w 1814 roku książka ukazała się kilkanaście lat wcześniej, mogłaby zostać użyta jako argument na rzecz dynastii Bonapartych. Jej założyciel z niezłym skutkiem kreował się na Boga, ale dla zapewnienia dziedzictwa tronu konieczne były też inne, przyziemnej natury atrybuty, a z tym miał wówczas kłopoty.
Działo bez prochu
W 1796 roku poślubił starszą o sześć lat Józefinę de Beauharnais, wdowę po generale, straconym w czasach rewolucyjnego terroru. Mijały lata, Napoleon umacniał władzę najpierw jako Pierwszy Konsul, potem jako cesarz Francuzów, ale wciąż pozostawał bezpotomny. Zaczynał wierzyć, że natura pozbawiła go biologicznych możliwości przedłużenia rodu. W tymże przekonaniu umacniała go małżonka, która w poprzednim związku urodziła dwoje dzieci i regularnie miesiączkowała. Te informacje przeniknęły do salonowego światka Paryża, stały się pożywką dla plotkarzy i paszkwilantów, zarzucających Napoleonowi nie tylko bezpłodność, ale wręcz impotencję. Sugerowano, że ta niemoc ma związek z wyprawą do Egiptu, gdzie, jak donosili francuscy lekarze, zarażenia chorobami wenerycznymi były powszechne. Otoczenie Napoleona uznawało zarzut impotencji za wierutną bzdurę, tajemnicą poliszynela było bowiem, że swemu korsykańskiemu temperamentowi władca Francji dawał upust nie tylko w małżeńskim łożu. Teza o bezpłodności wydawała się jednak wiarygodna, był nawet moment, kiedy cesarz pogodził się z tą myślą i począł rozważać, jak inaczej przedłużyć dynastię. Napoleon pozostawał jednak niechętny adopcji i scedowaniu praw do tronu na któregoś z bratanków, z których żaden nie przejawiał podobnych mu talentów. Zły na swą niemoc, rzekł raz buńczucznie: "Mogę obalić ten system. Czy będę miał dzieci, czy nie, sprawy muszą toczyć się dalej. Cezar, Fryderyk, też nie mieli potomstwa". Wybawienie przyszło zupełnie niespodziewanie. Jean-Nicolas Corvisart, medyk Napoleona, zbadał Józefinę i stwierdził, że kobiece słabości jego żony są udawane, a ta przeszła już menopauzę. Bonaparte był wściekły, ale wybaczył oszustwo. Józefina za radą lekarzy zaczęła jeździć do wód w Plombiers, pielgrzymowała do kapucynów w Luxeuil, gdzie zapewniano ją, że odzyska płodność. Na próżno. Udowodnienie bezpłodności Józefiny nie potwierdzało możliwości prokreacyjnych jej małżonka. Efekt rozlicznych miłostek był w tym sensie równie jałowy. Wprawdzie jedna z kochanek urodziła dziecko, ale była to panna dość podejrzanej konduity, dowód nie był więc przekonujący. Dopiero owoc związku z cieszącą się nieposzlakowaną opinią Marią Walewską rozwiał wszelke wątpliwości. Na nic się zdały szalone pomysły Józefiny, by wypychać brzuch poduszkami, a potem adoptować niemowlę. Napoleon, wiedząc już, że może mieć własnego potomka - mimo że świadom płynących z tego perturbacji - powziął decyzję o rozwodzie. Prawowitego dziedzica tronu powiła mu wkrótce druga żona - Maria Ludwika. Wytrąciło to ważny atut z ręki wrogów, którzy nie przestali się interesować sekretami alkowy cesarza Francuzów. Już wcześniej zarzucano Napoleonowi rozpustne życie, teraz ten temat rozwinięto.
Cesarski harem
Przodował w tym niejaki Lewis Goldsmith, autor "Histoire secrete de Napoleon Buonaparte". Dwór cesarski porównywał on do seraju. Twierdził, że stworzona z cesarskiej kiesy pensja dla sierot to nic innego, jak chów nałożnic. Napoleon miał regularnie kochać się z siostrami, Karoliną i Pauliną, zaś pasierbica Hortensja zaszła z nim w ciążę, choć była żoną jego brata Ludwika. Cesarz miał też wykorzystywać seksualnie swego wiernego mameluka Rustama. "Nie zdziwiłbym się - pisze autor - gdyby, któregoś dnia poślubił jednego ze swych paziów". Goldsmith i jemu podobni nie mieli racji, celem Napoleona nie była rozkosz fizyczna. Wszystko podporządkowywał zdobyciu i utrwaleniu władzy, a każdy z jego otoczenia miał mu w tym pomagać - małżonka rodzić dzieci, a metresa ułatwiać pozbycie się stresu.
Relaks pracoholika
Napoleon żył w ciągłym napięciu. Wszystkiego pilnował, spał krótko, jadł szybko, mimo to wciąż nie starczało mu czasu. Zaprzestał nawet spotkań z kochankami, jednak szybko odwiedli go od tego lekarze, zalecając je wręcz jako obowiązkowe remedium na ukojenie zszarpanych nerwów. Te "terapeutyczne", szybkie stosunki z kobietami podsuwanymi przez szukających protekcji podwładnych ukuły teorię, że Napoleon był marnym kochankiem. Wrażenie takie sprawiać mogły też jego opowieści, brzmiące jak raporty ze zwycięskich bitew: krótka szarża i przeciwnik leży pokonany - kolejne zwycięstwo. Zapewne nie wszystkie jego partnerki tak rozumiały fizyczną rozkosz. Cesarz chwalił się, że gdy posiadł Marię Ludwikę, ta po wszystkim krzyczała: "Jeszcze, jeszcze!" - mogło to oznaczać coś zupełnie innego niż, jak mniemał cesarz, jej pełną satysfakcję.
Pośmiertne dociekania
Kiedy w maju 1821 roku Napoleon dokonał żywota, władcy Europy odetchnęli z ulgą. Przedwcześnie! Na wyspie Św. Heleny zdetronizowany władca nie zaprzestał walki o legitymizowanie dynastii Bonapartych. Dyktował towarzyszom swe przemyślenia, a ci, niczym apostołowie, rozpowszechniali je w Europie. Na reakcję przeciwników nie trzeba było długo czekać - w paszkwilach pojawił się jednak nowy element. Twierdzono, że Napoleon był marnym kochankiem, bo jego męskość miała śmiesznie małe rozmiary. Początkowo ta teoria bazowała na plotkach i szkicach do płócien Jacques'a Louis Davida. Gdyby jednak porównać wcześniejszy rysunek mistrza klasycyzmu do obrazu "Przysięga w sali do gry w piłkę", należałoby stwierdzić, że wszyscy Francuzi odznaczali się niezwykle małymi genitaliami.
Chirurgiczne pomiary
Prawdziwie mocnym argumentem autorów podtrzymujących tę tezę jest raport Waltera Henry'ego, dokonującego obdukcji zwłok Napoleona. "Penis i jądra były bardzo małe, a całość układu genitalnego wydaje się uzasadniać fizyczne przyczyny braku seksualnego pożądania...". Miłośnicy Napoleona kwestionują te słowa, podkreślając, że Henry był jego zdeklarowanym wrogiem, a raport sporządził dla jeszcze zacieklejszego adwersarza, gubernatora Św. Heleny - Hudsona Lowe'a. Przypominają, że Napoleon brał kąpiele w obecności współpracowników, stanął nawet przed wojskiem "jak go natura stworzyła". Czy tak zachowuje się człowiek mający coś do ukrycia? Nie jest też znana relacja żadnej z jego kochanek, która wspomniałaby o takim "defekcie", a nie wszystkie zachowały go w życzliwej pamięci. Lekarz Napoleona na wygnaniu, dr Antommarchi, po sekcji zwłok zachował niektóre części zmarłego na pamiątkę - m.in. pukle włosów, dwa żebra i kawałek penisa, który ofiarował spowiednikowi cesarza. Czy Henry mierzył go przed amputacją czy po niej? Na początku XIX wieku cesarz zaczął gwałtownie łysieć i tyć, kształty jego ciała znacznie się zaokrągliły. "Całość sprawiała wrażenie ciała kobiety. Skóra była gładka, niemal nieowłosiona, a wzgórek łonowy przypominał kobiece wzgórze Wenery" - wspominał Walter Henry. W 1913 roku "Lancet" opublikował referat doktora Leonarda Guthriego, który analizując te i inne relacje o wyglądzie i zachowaniu Napoleona z ostatnich lat życia postawił diagnozę, że cesarz cierpiał na tzw. zespół Frolicha, objawiający się m.in. częściowym uwiądem genitaliów. Lekarze-historycy kwestionowali i modyfikowali później jego konstatacje, ale wielu dopuszczało możliwość skurczenia się cesarskiego penisa. Nawet jeśli rzeczywiście choroba u kresu życia ograniczyła sprawność seksualną Napoleona, nie ma pewnych dowodów, że wcześniej nie sprawdzał się jako kochanek. Obok zalet miał tyle wad, że nie trzeba mu wmawiać dodatkowych.
Autor: Bogdan Borucki (Focus.pl) Prawa autorskie © . Wszelkie Prawa Zastrzeżone.
Opublikowane: 2005-06-10 (301 odsłon)  [ Wróć ] Biblioteka index |